piątek, 24 kwietnia 2015

Podsumowanie ambasadorowania - Sally Hansen Miracle Gel

Jakiś czas temu informowałam Was, że dzięki zgłoszeniu na Facebooku, udało mi się dostać zaszczytny tytuł ambasadorki Sally Hansen Miracle Gel. Teraz przyszedł czas na podsumowanie mojego ambasadorowania!

Na początku otrzymałam pudełko z losowo przydzielanymi lakierami Sally Hansen Miracle Gel
Znalazłam w nim 3 lakiery: 2 kolorowe: B Girl 240 i Spice Age 560
bazę o numerze 100
Na pierwszy ogień wybrałam oczywiście przepiękny miętowy kolor, który chyba najbardziej ze wszystkich kolorów, kojarzy mi się z latem i wakacyjnymi podróżami! Cały proces obejmuje dwa proste kroki:
1) nakładamy 2 warstwy wybranego lakieru Miracle Gel
2) po wyschnięciu nakładamy 1 warstwę Miracle Gel Top Coat i gotowe!

B Girl 240

lakiery Miracle Gel Sally Hansen

Spice Age 560 
(dla mnie to kolor Coca-Coli zamknięty w buteleczce lakieru;)

 
Producent obiecuje nam efekt profesjonalnego żelowego manicure, bez konieczności użycia lampy UV, a do tego intensywny kolor, 14 dniową trwałość i łatwe zmywanie, a jak jest w rzeczywistości?
Cena: około 30-35 zł za każdy produkt

Moja ocena: rzadko zdarza się, żeby producent wywiązał się w 100% ze swoich obiecanek, ale w tym przypadku nie mogę się do niczego przyczepić! Nakładanie jest banalnie łatwe, nic się nie rozmazuje, nie klei, po pomalowaniu paznokci dwiema warstwami mamy efekt mocnego koloru bez żadnych smug. Lakier równo rozkłada się na całej płytce i nie ma mowy o żadnych ,,prześwitach"!
Jednak największą zaletą jest trwałość - nigdy nie uwierzyłabym, że kolor na paznokciach przetrwa tyle czasu i to w nienaruszonym stanie. Nie mogłam już wytrzymać i zmyłam kolor dokładnie po 7 dniach noszenia, ale paznokcie wyglądały dokładnie tak samo jak pierwszego dnia! Oczywiście przez cały tydzień robiłam wszystko to co zwykle, czego normalne lakiery nie wytrzymują dłużej niż 3-4 dni.
Również zmywanie nie stanowi żadnego problemu, łatwo można usunąć kolor za pomocą zwykłego zmywacza.

Podsumowanie:
+ modne, intensywne kolory i do tego ten połysk!
+ krótki czas potrzebny do całkowitego wyschnięcia
+ łatwe i przyjemne nakładanie lakieru, nic się nie rozmazuje
+ trwałość ♥
+ łatwe zmywanie
- cena- wyższa niż w przypadku zwykłych lakierów, ale spokojnie można zainwestować w tak dobry produkt

Przypominam, że fakt zostania ambasadorką Sally Hansen nie miał wpływu na moją ocenę!

A wy jak oceniacie nowość?

piątek, 17 kwietnia 2015

Kwietniowe i całkiem nowe!

Ostatnio wszystko się u mnie zmienia, a więc i nowości jest więcej. Dzisiaj nie pokażę Wam co upolowałam w SH (chociaż mam za sobą bardzo udane łowy!) tylko skupię się na innych kategoriach, zapraszam:)

 KSIĄŻKI
Uwielbiam czytać książki i chyba zaraz po podróżowaniu to moje największe hobby. Nie biorę udziału w żadnych wyzwaniach związanych z ilością przeczytanych pozycji w danym miesiącu czy roku, bo czytam kiedy mam ochotę i nie zwracam uwagi na ich liczbę. W tym miesiącu postanowiłam przypomnieć sobie trochę angielski za pomocą kursu - Instant English, poznać całą prawdę o wirusie Ebola - Strefa skażenia, utwierdzić się w przekonaniu, że warto dążyć do celu i nie przejmować się innymi - Grzeczne dziewczynki nie dostają tego, czego chcą i poznać zakończenie najwspanialszej historii, jaką kiedykolwiek poznałam na kartkach książki - Ostatnia spowiedź, Tom III.
KOSMETYKI
Zgodnie z zasadą, że wszystkie kosmetyki zużywają się jednocześnie postanowiłam zrobić małe zapasy i do swojej kosmetyczki dodałam: podkład Pharmaceris, BB Krem Soraya i korektor Bell.
Do tego przepiękne odcienie lakierów z wiosennej kolekcji Rimmel by Rita Ora!
AKCJE
Wiosna sprzyja wielu akcjom promocyjnym, więc i tu udało mi się załapać do kilku fajnych projektów. Na razie mogę Wam zdradzić dwa:
1) kampanię owsianek Kupiec, z akcji prowadzonej przez Streetcom
2) kampanię lakierów Sally Hansen, które tworzą efekt jak z salonu kosmetycznego i to bez lampy UV.

sobota, 4 kwietnia 2015

Nowości z SH - kwiecień

Kiedy cofnęłam się do ostatniego wpisu z zakupami z second handów przeraziłam się - kiedy to było, sto lat temu! Ostatni semestr na studiach nie pozwalał mi na częste wycieczki w poszukiwaniu perełek, ale na szczęście już minął i teraz częściej wpadam na zakupy do moich ulubionych miejsc. Zobaczcie co złowiłam tym razem.
second-hand zakupy
1. Koszulka Boohoo - 3 zł
Uwielbiam wszystkie ciuchy i dodatki z pomponami i frędzlami, więc szybko stała się jedną z moich ulubionych rzeczy w szafie. Oglądając inspiracje widzę, że zaczyna się szał na pomponikowe wykończenia nawet w letnich sukienkach, więc zakup jak najbardziej na czasie ♥
2. Koszula Pull&Beer - 4 zł
Zdziwiłam się widząc ubrania z tej firmy w SH, ale widocznie w doborze marek na wieszakach nie ma już żadnych ograniczeń. Zbieram wszystkie co ciekawsze koszule, które wpadną mi w ręce, więc nie mogłam wyjść bez niej - i z powodu wzorów, i kroju.

3. Koszula New Look - 8 zł

4. Sweterek H&M - 2 zł
Chyba muszę przestać nabywać ubrania w tym kolorze, bo zdecydowanie dominuje on w mojej szafie:)
5. Koszulka TOPSHOP - 4 zł
Wspominałam Wam o mojej słabości do wielkich miast, tak do L.A. też! ♥
6. Bluzka z baskinką Bik Bok - 8 zł
Zawsze gdy widzę ubrania z tej firmy, to wyróżniają się na tle innych. Głównie kojarzę ją ze skandynawskich blogów, a tam jak wiadomo są same piękne i inspirujące rzeczy!
7. Bluza Atmosphere - 2 zł
Jeszcze nie wiem, jak i z czym ją połączyć, ale wyjątkowo mi się spodobała, nawet mimo nieco dziwacznego kroju.
8. Sweter River Island - 2 zł
Nie przejęłam się zbytnio informacją o zamknięciu sieci River Island w Polsce, bo i tak większość rzeczy jakie stamtąd mam pochodzi z SH. Uwielbiam te neonowe motywy!




czwartek, 2 kwietnia 2015

Marzec - podsumowanie i ulubieńcy

W lutym podzieliłam podobny wpis na dwie części - hity i kity, tym razem ku mojemu zadowoleniu nie muszę dokonywać żadnych podziałów, bo miesiąc był jednym ze szczególnie udanych i w podsumowaniu nie ma miejsca na żadne negatywy!
Tradycją stało się już, że wiosenne miesiące zawsze są dla mnie pełne niespodzianek. Od kilku lat w napięciu czekam na marzec, kwiecień, maj i to nie z powodu nadejścia wiosny (za którą niestety nie przepadam), a właśnie z powodu ciekawości, co wydarzy się tym razem. A to jakiś niespodziewany wyjazd, a to wspaniała wygrana, a to jeszcze inna okazja która na długo zostaje w mojej pamięci. Tak też było i w tym roku! :)
Czokomorena
Kosmetyki
1. Zestaw: szampon i odżywka Isana Repair Nutrition z Rossmanna - uwielbiam ten duet i uwielbiają go również moje włosy. Stosowane razem dają widoczne efekty, włosy są gładkie, łatwo się rozczesują i przede wszystkim pięknie pachną. Wyglądają jak budyń zamknięty w butelce i taką też mają konsystencję. Ostatnio najlepsze drogeryjne kosmetyki dla moich włosów. 
Cena: ok. 9,99 zł za każdy z nich: 250 ml - szampon i 200 ml - odżywka
Isana Repair Nutrition Rossmann
2. Pharmaceris F, fluid intensywnie kryjący, odcień 01 - wydaje mi się, że minęły czasy świetności dotychczas używanego przeze mnie, Healthy Mix z Bourjois. Znalazłam godnego, a może nawet lepszego zastępcę, cudownie kryje wszystko to co powinien i chociaż czasami mam wrażenie, że jest jeszcze trochę za ciemny, to w obliczu nadchodzącego lata nie jest to taki wielki problem. Polubiłam go już od pierwszego użycia!
Cena: ok. 35 zł/ 30 ml
3. Perfumy Michael Kors, Sexy Amber - wygrane w jednym z konkursów, więc wcale nie wybierałam sama zapachu, ale...jak ja lubię takie niespodzianki! Sexy Amber okazały się być cudownym, mocnym, orientalno-kwiatowym aromatem. Na początku wydawały mi się trochę za mocne, ale już się do nich przyzwyczaiłam i towarzyszyły mi przez cały marzec. Dominujące nuty zapachowe to: białe kwiaty, ambra, drzewo sandałowe.
Cena: ok. 200 zł/ 50 ml
 
4. Kawowy peeling do ust Pat&Rub by Kinga Rusin - jeszcze niedawno w ogóle nie wiedziałam, że jest coś takiego jak peeling do ust, a kiedy już się dowiedziałam to wydawał mi się zbędną rzeczą. W przypływie chęci zrobiłam swój pierwszy peeling i byłam zachwycona. Może nie jest to kosmetyk bez którego nie da się obejść, ale to zdecydowanie świetny gadżet dla tych, którzy do pielęgnacji ust potrzebują czegoś więcej niż tylko pomadki ochronnej.Ciężko opisać uczucie po jego użyciu, ale usta są jakby ,,odnowione". Następnym razem poszukam innego wariantu ,,smakowego", bo jako nie-smakosz kawy trochę przeszkadza mi jej intensywny aromat, chociaż przy takim działaniu nie ma na co narzekać. Jest też bardzo wydajny, nawet mała ilość wystarcza by spełnił swoje zadanie.
Cena: ok. 49 zł/ 30 ml 


Gadżety
1. Poduszki z miastami - od zawsze uwielbiam motywy wielkich miast, nieważne czy są obecne na pościeli, obrazach czy innych rzeczach, nie dość, że ładnie wyglądają to jeszcze mogą zainspirować do kolejnej podróży. Nowy Jork i Londyn ze zdjęcia kupiłam na wyprzedaży, ale wciąż poszukuję kolejnych, szczególnie jakiejś z Berlinem ♥
Cena: 6 zł/ szt.
2. Powerbank - nie wiem kto wymyślił to cudowne i pomocne urządzenie, ale był geniuszem! Coraz częściej widzę, że ludzie korzystają z niego i ratują swoje rozładowane w najmniej sprzyjającym momencie sprzęty. (Chociaż niektórzy wciąż dziwnie się patrzą, gdy wyjmuję z torebki kable i podłączam do telefonu :)
Cena: od 20 zł w górę, zależnie od rodzaju.
Książki
1. Anatomia kłamstwa - uwielbiam poradniki, które wnoszą coś do mojego życia, a ten właśnie taki jest. W końcu obserwacja otoczenia, umiejętność dobierania sobie znajomych i eliminowania kłamców może nam bardzo pomóc, prawda? Szczegółową recenzją podzieliłam się z Wami już wczoraj - tutaj.
2. Zniszcz ten dziennik - w końcu uległam i dorwałam go w Biedronce podczas promocji. Nie wiem, czy można go w ogóle nazwać książką, ale podoba mi się! Z przyjemnością wykonuję wszelkie kreatywne, a czasami nieco dziwne zadania. Pewnie zrobienie ich wszystkich zajmie mi jeszcze trochę czasu, ale to sama przyjemność!

Wydarzenia
1. Przeprowadzka - w końcu udało mi się przeprowadzić, na co czekałam z utęsknieniem już od dłuższego czasu. Od kilkunastu dni w końcu mam święty spokój. Cisza, spokój i nowe życie, czy mogłabym wymarzyć sobie lepszy początek marca?! :)
2. Wieczór panieński - w ostatnim tygodniu marca brałam udział w niesamowitym wieczorze panieńskim. Nie myślcie sobie, że ,,niesamowity” oznacza dla mnie zwyczajne wyjście do klubu połączone z występem naoliwkowanego striptizera w przebraniu policjanta (serio?!), czyli totalną żenadę :)
Wspólnie z organizatorką całego zamieszania uznałyśmy, że trzeba godnie pożegnać naszą Pannę Młodą ze stanem wolności i beztroski. Z tymi określeniami najbardziej kojarzy się oczywiście etap dzieciństwa, więc właśnie do tego etapu postanowiłyśmy się cofnąć - wykupiłyśmy wszystkie słodycze popularne na początku lat 90. i wynajęłyśmy park rozrywki tylko dla nas! Okazało się, że wiek nie jest tu żadnym wyznacznikiem i każda z nas zapomniała o swoich 23 latach. Do tej pory nie nauczyłyśmy się, że nie miesza się wszystkich słodyczy jednocześnie, nie hamuje się łokciami na zjeżdżalniach i że baseny z kulkami też mają dno :D Wróciłam poobijana i ledwo żywa, ale jaka zadowolona! Oczywiście potem musiałyśmy przenieść się do miejsca, w którym już na spokojnie można było wznieść toast, ale i tak pierwsza część wieczoru była niezapomniana :D
3. Koncert Tokio Hotel w Warszawie - jak dzisiaj pamiętam, gdy 10 lat temu zaczęła się wielka Tokio Mania i nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu. Lata największej popularności przypadły na okres mojego gimnazjum i wspaniale wspominam te lata bycia sweet sixteen :) Pamiętam mój pokój cały obklejony plakatami oraz czarny lakier i cienie, które stanowiły nieodłączny element mojego nastoletniego makijażu:o Potem Tokio zrobiło sobie długą zawodową przerwę, a ja skupiłam się na dorastaniu i zdawaniu matury. Mniej więcej rok temu pojawiły się newsy o ich wielkim powrocie - nowy styl, nowa muzyka, wszystko było inne i nowe. 
Nowa płyta spodobała mi się od pierwszego przesłuchania, a kiedy dowiedziałam się, że zagrają w Polsce, to od razu kupiłam bilet. W końcu spełniłam marzenie z nastoletnich lat, dokładnie tak jak większość obecnych na koncercie, którzy również byli w moim wieku, zdarzali się nawet sporo starsi!
Można powiedzieć, że dorastałam ze swoimi idolami i nawet po tylu latach uwielbiam ich tak samo jak kiedyś ♥ Z pewnością to właśnie z ich powodu tak kocham Niemcy, w Berlinie czuję się jak w domu i zaczęłam realizować swoje marzenia i plany. Więcej opowiem Wam w innym poście, ale dzień koncertu, to zdecydowanie ulubiony dzień w tym miesiącu!





środa, 1 kwietnia 2015

Anatomia kłamstwa / SQN - recenzja

Czas pędzi w niesamowitym tempie, wydaje mi się, że dopiero skończyłam sesję na studiach, a tu za kilka dni święta i pewnie jeszcze szybciej pojawią się upragnione wakacje. Ostatnio zdarzyło się wiele wspaniałych rzeczy, dzięki którym uśmiech nie schodzi z mojej twarzy, ale o tym opowiem Wam innym razem, bo dziś przygotowałam recenzję książki ,,Anatomia kłamstwa". 
W końcu mam czas na czytanie wszelkich zaległych książek, a ta poszła w ruch w pierwszej kolejności!

Tytuł: Anatomia kłamstwa
Jak rozpoznać kłamcę?

Od zawsze fascynował mnie wykrywacz kłamstw i marzyłam o tym, by chociaż na jeden dzień stać się jego posiadaczką. Stanowił dla mnie ostateczną wyrocznię prawdy i to on decydował, czy ktoś kłamie czy nie. Szybko jednak okazało się, że kłamstwo nie jest już tak łatwe do wykrycia, a maszynę łatwo można oszukać. Trudniej za to oszukać człowieka, o czym przekonałam się dzięki książce ,,Anatomia Kłamstwa”. Główną rolę pełnią byli agenci CIA, którzy dzielą się swoim doświadczeniem i technikami stosowanymi do odkrywania kłamstw przez lata pracy. 

Nie oszukujmy się, po lekturze na pewno sami nie awansujemy do poziomu CIA, ale z pewnością otworzymy oczy i zwrócimy większą uwagę na wiele ludzkich zachowań. Chyba nie ma osoby, która nigdy w życiu nie skłamała, czasami z premedytacją, a czasami wyłącznie dla własnego dobra i uchronienia się przed konsekwencjami. Gorzej, gdy to nas otaczają fałszywi ludzie, a ze względu na łączące nas z nimi bliskie relacje, nie dopuszczamy do siebie myśli, że mogą nas okłamywać. Dzięki książce mamy możliwość poznania kłamstwa od podstaw: przeanalizowane zostały nie tylko powody, ale także pierwsze oznaki świadczące o tym, że ktoś kłamie. 
Jak rozpoznać kłamcę?
Najciekawsze były dla mnie momenty, w których zostały opisane uniki i najpopularniejsze sposoby stosowane przez kłamców. Zdecydowanym pozytywem jest też to, że poradnik to nie tylko teoria, a także praktyczne przykłady, w których każdy znajdzie podobieństwo do własnych przeżyć i kontaktów z innymi. Dowiemy się, które części ciała mogą nas zdradzić, jakie określenia zawsze towarzyszą kłamstwu. Poznamy pytania, dzięki którym zdemaskowanie będzie dużo prostsze, a także dowiemy się jak pokierować kłamstwem aby zdobyć jeszcze więcej potrzebnych nam informacji.

Autorzy wspomnieli też o programach typu talk show, których oglądanie daje nam możliwość obserwacji teorii wcielanej w życie, a także bliższego przyjrzenia się złożoności ludzkich zachowań. Szczerze przyznaję, że uwielbiam oglądać takie programy i zgadzam się, że możemy się z nich wiele nauczyć.
Jak rozpoznać kłamcę?
Anatomia przypomni nam, że niektóre zachowania mogą być mylące i nie każde zarumienienie się czy skrzyżowanie rąk jest oznaką kłamstwa. Otrzymamy także przykładowe pytania, które pomogą nam przeprowadzić szybkie dochodzenie, a na końcu książki znajdziemy słowniczek, który uzupełni naszą wiedzę o profesjonalne terminy związane z kłamstwem.

Przyznam, że już w trakcie czytania zwróciłam uwagę na kilka znaków, które zaobserwowałam w swoim otoczeniu. Pamiętajmy też, że nie warto popadać w pułapkę prawdy i na siłę szukać kłamstwa wokół nas. Jednak zapoznanie się z treścią poradnika z pewnością ułatwi szybkie rozpoznanie kłamcy wokół nas.

Jeśli nie jesteście pewni, czy dobrze odczytujecie znaki dawane przez potencjalnego kłamcę, to może warto po prostu posadzić go na obrotowym krześle i obserwować jego zachowanie? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka