niedziela, 11 października 2015

Włoskie wakacje #3 - Palermo

W końcu udało mi się zakończyć kolejny etap w życiu i nareszcie mogę nadrobić wszystkie zaległości, także te blogowe! Zdążyłam już nieźle zatęsknić za Italią, więc czas na powrót do włoskich klimatów! W poprzednich postach (tu i tu) pisałam o Rzymie ♥

21 sierpnia
W ostatnim dniu naszego pobytu w Rzymie miałam urodziny, więc tradycja spędzania ich poza Polską została podtrzymana! Do tego jak zwykle dzień był pełen niespodzianek...
Z samego rana ustawiłyśmy się w kolejce do Kaplicy Sykstyńskiej i Muzeów Watykańskich, jednak im dłużej czekałyśmy, tym bardziej traciłyśmy nadzieję, że uda nam się zdążyć cokolwiek pozwiedzać. Ostatecznie przekroczyłyśmy bramę, doszłyśmy do kas, ale stwierdziłyśmy, że nie mamy wystarczająco dużo czasu i zadecydowałyśmy o odłożeniu tego punktu na nasz kolejny wyjazd do Rzymu – mamy powód by tam wrócić! Ostatnie chwile w Rzymie spędziłyśmy za to przy urodzinowym ciasteczku i mrożonej kawie w jednej z małych rzymskich kawiarenek :)

Ostatnie spojrzenie na Rzym z naszego mieszkanka i w drogę!
Wyruszyłyśmy na dworzec Roma Termini. Stamtąd do lotniska Fiumicino po raz kolejny miał nas zawieźć autokar linii Terravision. Chociaż przez chwilę pani wpierała nam, że mamy bilet na następny kurs, to w końcu zrozumiała, że jednak na ten, który za chwilę odjeżdżał! Chwilę zajęło nam też znalezienie właściwego terminala na lotnisku, ale miałyśmy na wszystko dużo czasu.

Niestety nasz samolot się spóźniał, kilkadziesiąt minut, potem godzinę, dwie…Na początku się tym nie przejmowałyśmy, potem wpadłyśmy w panikę, bo komunikaty o zmianach były głównie po włosku, a z tych po angielsku dało zrozumieć się tylko numer i kierunek lotu :)
Zawsze mamy jednak takie szczęście, że ktoś bezinteresownie oferuje nam swoją pomoc i tak dzięki miłej Włoszce dowiedziałyśmy się co też kryje się w tych zaszyfrowanych komunikatach i ile jeszcze mamy czekać. Ostatecznie było nam już wszystko jedno,  w międzyczasie do naszej bramki skierowano inny lot, Włosi demonstrowali swoje niezadowolenie, a my dostałyśmy głupawki i świętowałyśmy moje urodziny przy darmowym prowiancie od Ryanaira wśród barykady z walizek :) 



Po trzech godzinach opóźnienia weszłyśmy w końcu do prawie pustego samolotu, gdzie czekałyśmy kolejne kilkadziesiąt minut na wystartowanie. 


Niestety kupiłyśmy bilety w różnym czasie i w związku z tym, przypadły nam miejsca oddalone od siebie o kilka rzędów, ale miły pan steward szybko to zauważył i zaproponował nam zmianę miejsca na ewakuacyjne, gdzie usiadłyśmy już w komplecie. Jak zwykle wyszłyśmy na tym wszystkim całkiem dobrze, ale byłyśmy tak padnięte, że ledwo pamiętam lot. Gdy się obudziłyśmy, trzeba było już wysiadać w Palermo!



Opóźnienie samolotu pokrzyżowało nam plany, miałyśmy dotrzeć do miasta przed 23, tymczasem było już blisko 1 w nocy. Wiedziałyśmy, że na pierwszy autobus do centrum musimy czekać kilka godzin, więc zapowiadała się noc na lotnisku. Wyszłyśmy zobaczyć gdzie jest przystanek, kiedy to ponownie natknęłyśmy się na stewarda, który zaproponował nam podwózkę. Ostatecznie zostałyśmy jednak na lotnisku, bo byłyśmy już umówione z gospodarzem naszego mieszkania na poranną godzinę :)

Do przyjazdu autobusu miałyśmy jeszcze dużo czasu, kiedy nagle zatrzymał się taksówkarz i koniecznie chciał nas zabrać ze sobą. W końcu stwierdziłyśmy, że jedziemy, mimo że naczytałyśmy się o opłatach za włoskie taksówki wiele dziwnych rzeczy. I o dziwo, dojechałyśmy szybko, bezpiecznie i tanio pod sam dom!

Nasz gospodarz Domenico przekazał nam wszystkie najważniejsze informacje o Palermo i w końcu nad ranem poszłyśmy spać! A mieszkanko przytulne i dokładnie takie jak na zdjęciach - znowu rezerwowałyśmy wszystko przez portal Airbnb!


22 sierpnia

Po odespaniu wszystkich wrażeń ruszyłyśmy na podbój stolicy Sycylii!
Nasz pierwszy spacer po Palermo przypominał trochę wyprawy z programów Wojciecha Cejrowskiego. Hałaśliwe, brudne ulice, wykrzykujący coś ludzie, ogólnie jeden wielki bałagan, zupełnie inny klimat niż w Rzymie. Zagłębiałyśmy się coraz bardziej w jakąś dziwną dzielnicę, która wyglądała bardziej jak indyjska czy kubańska niż włoska. Nie ukrywam, byłyśmy trochę przerażone tym co tam zobaczyłyśmy i niestety nie mamy stamtąd żadnych zdjęć :)
W końcu dotarłyśmy do czegoś, co dało nam nadzieję, na odnalezienie bardziej cywilizowanych miejsc!
To kościół San Cataldo przy Piazza Bellini.


Piazza Pretoria (Plac Wstydu) z Fontanną Wstydu - a wstyd wynika podobno z tego, że fontanna z nagimi posągami została ustawiona wprost pod oknami żeńskiego zakonu :)

Przy pierwszej okazji spróbowałyśmy Canolli - tradycyjnego deseru sycylijskiego. Bardzo dobre, ale za dużo i za słodko :)
Swoją wielkością zaskoczył nas też Teatro Massimo, oglądałyśmy go tylko z zewnątrz, ale i tak zrobił na nas ogromne wrażenie, do tego podobno ma jedną z najlepszych akustyk na świecie!




Po drodze zauważyłam cudowny sklepik, wszystko w moim ukochanym, morskim klimacie ♥

Ale co tam sklep, skoro można mieć wszystko na żywo. Port w Palermo jest taki piękny!
Z jednej strony urocze żaglówki i jachty...
...a z drugiej ogromne promy pasażerskie ♥


Im lepiej poznawałyśmy miasto, tym bardziej zaczynało nam się podobać!
Po drodze wstąpiłyśmy do jednego z parków.
 Zdecydowanie zachwyciła nas ta palmowa aleja, od razu skojarzyła nam się z Florydą :)
A w środku oczywiście wspaniałe budowle, rzeźby i roślinność!

Główną atrakcją okazał się jednak położony zaraz obok parku - Ogród Botaniczny - co prawda, wejście jest płatne, ale warto tam pójść i zostać na dłużej!
Cały ogród jest podzielony na strefy, w których znajdują się rośliny z różnych regionów świata. Jest też np. strefa eksperymentalna. My nazywałyśmy je według naszych skojarzeń, tę poniżej porównywałyśmy do Maroko :)

A ta skojarzyła nam się z Grecją :)

Po wyjściu z ogrodu znowu znalazłyśmy się w dzielnicy slumsów, tym razem zamieszkanej w większości przez Azjatów (!). Dzień zakończyłyśmy na pizzy, w jednej z restauracji w Palermo.

23 sierpnia
Za radą naszego gospodarza udałyśmy się w podróż na plażę do Mondello - oddalone od Palermo o jakieś 25 minut jazdy autobusem. To całkiem inny świat, idealne miejsce na wczasy, z resztą spójrzcie na zdjęcia, dla mnie to miłość od pierwszego wejrzenia ♥

Czyste morze, wysoka temperatura, brak wielkich tłumów, no idealnie! Do tego znalazłyśmy  przyjemną knajpkę, w której próbowałyśmy włoskich przysmaków, w tym Arancini!
Dotychczas numerem jeden była dla mnie Makarska w Chorwacji. Teraz mam pewne wątpliwości, czy Mondello nie zajmie najwyższej pozycji w rankingu :)

24 sierpnia
Ruszyłyśmy w miasto w poszukiwaniu Katedry, muszę przyznać, że robi wielkie wrażenie. I na żywo, i na zdjęciach jest taka piękna i ogromna! W lipcu tego roku została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

We wnętrzu raczej skromnie, w porównaniu do rzymskiego przepychu.

Wszędzie na ulicach można natknąć się na riksze, dotychczas kojarzyłam ten element tylko z Indiami, ale jak widać to był błąd!
Zupełnie przypadkiem trafiłyśmy do kolejnego parku, nazwanego przez nas palmiarnią
Tutaj to dopiero można poczuć się niskim :)

Resztę dnia spędziłyśmy na naszej ulubionej plaży w Mondello. Przed odjazdem spróbowałyśmy pysznej Nutelli B-ready, a właściwie zjadłyśmy wszystko od razu :)
Wzniosłyśmy ostatni toast w Palermo...
...i ruszyłyśmy dalej, ale o tym przy następnej okazji :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka