niedziela, 28 lutego 2016

Esencja Maroka - naturalne kosmetyki

Jak to mówią: cudze chwalicie swego nie znacie! I z pewnością jest w tym trochę racji, ale jak tu nie chwalić czegoś, co pozwala nam w kilka chwil przenieść się do całkowicie odległego miejsca, pełnego nieznajomych zapachów, smaków i odmiennej kultury? Dzisiaj nie mam na myśli tradycyjnej podróży, a raczej chwilowe oderwanie od rzeczywistości i przeniesienie do orientalnego Maroka. A Wszystko to możliwe będzie, dzięki kilku naturalnym skarbom!
Ałun, dezodorant w sztyfcie
Warte uwagi antyperspiranty mogłabym policzyć na palcach u jednej ręki. Stworzenie idealnego produktu w tej kategorii wydaje się być zadaniem wręcz niemożliwym, ale jak widać czasami można trafić na coś niebanalnego! Mam na myśli ałun, czyli kryształ, który nie tylko jest bezzapachowy i hipoalergiczny, ale też nie brudzi ubrań i jest łatwy w użytkowaniu. Usuwa przykry zapach i hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za jego produkcję.
Wystarczy zwilżyć produkt wodą i posmarować nim skórę. Proste, prawda? Co ciekawe, mam go od kilku miesięcy i nie widać żadnego zużycia. Bardzo mnie to cieszy, bo ochrona jaką zapewnia w zupełności mnie zadowala. Poza dezodorantem w sztyfcie do wyboru jest także ałun w postaci sztyftu do tamowania krwawienia oraz proszek i zasypka.
Cena: ok. 15 zł / 60 g
Moja ocena: 5/5


Pumeks Hammam

Ten niepozorny gadżet bije na głowę wszystkie inne moje kosmetyczne odkrycia z ostatniego czasu. Produkt jest niezwykły i nie ma nic wspólnego z pumeksami, które wypełniają sklepowe półki. Wykonany z marokańskiej gliny, prezentuje się i działa o niebo lepiej od swoich kolorowych odpowiedników. W usuwaniu martwego naskórka nie ma sobie równych, specjalne skarpetki i maseczki do stóp nie dorównują mu nawet w części.
Może też być stosowany jako masażer, np. w połączeniu z czarnym mydłem. Już sama  nazwa produktu mnie zaciekawiła, bo jako fanka Wspaniałego Stulecia, dobrze wiem, czym jest tradycyjny rytuał hammam w krajach Orientu. Czemu nie przenieść tego w polskie realia, skoro to takie proste? :)
Cena: ok. 5 zł 
Moja ocena: 5/5 Mój hit ♥

Olej arganowy

Ten produkt powinien być w posiadaniu każdego człowieka na ziemi, niezależnie od płci czy wieku. Nie wypada nawet pisać o nim recenzji, bo niechcący można go obrazić, a takiego drogocennego olejku po prostu nie wypada krytykować. Samo działanie: przeciwzmarszczkowe,nawilżające, przeciwcellulitowe, ujędrniające, pielęgnacyjne, odżywiające, regenerujące i gojące, ochronne przed niekorzystnymi warunkami zewnętrznymi, łagodzące zmiany skórne, kojące, łagodzące skutki opalania i agresywnego działania promieniowania ultrafioletowego - jest chyba wystarczającym argumentem na konieczność posiadania go w swojej kosmetyczce.
Wcześniej miałam wersję w plastikowej buteleczce, w postaci sprayu. Obecna podoba mi się dużo bardziej, bo nie tylko pięknie prezentuje się w łazience, ale też łatwiej posługiwać się olejem za pomocą kroplomierza. Wystarczy rozprowadzić go na oczyszczonej, mokrej skórze lub włosach i gotowe! Ja najczęściej stosuję go jako dodatek do kąpieli i do pielęgnacji włosów.
Cena: ok. 23 zł / 30 ml
Moja ocena: 5/5

Oprócz kosmetycznych hitów, w ofercie sklepu Maroko, bardzo zaskoczyły mnie produkty spożywcze. Nie spodziewałam się, że znajdę tam nawet konfitury pochodzące z orientalnego kraju! Nie zawierają konserwantów, ale dla mnie są bardzo, bardzo słodkie, więc dodaję w bardzo małych ilościach do (jeszcze) zimowej herbatki! :)
Mam słabość do kosmetyków z innych krajów i zawsze kusi mnie chęć wypróbowania czegoś nowego i nieznanego. A wszystkie przedstawione produkty można znaleźć w Maroko Sklep

wtorek, 23 lutego 2016

Vitapil kontra włosy - moja opinia

Przyszedł czas na zabranie głosu w sprawie duetu, którego zadaniem jest poprawienie kondycji włosów i skóry głowy. Mowa o Vitapilu - lotionie i tabletkach. Z produktami włosowymi sprawa jest bardzo prosta, bo łatwo sprawdzić, czy działają czy nie. Dlatego wzięłam Vitapil pod lupę i z każdym dniem obserwowałam, czy coś się zmienia!
Vitapil opinia



Vitapil, profesjonalny lotion - głównym celem jest zatrzymanie nadmiernego procesu wypadania włosów i stymulowanie porostu nowych. Co ciekawego można powiedzieć o jego składzie? Choćby to, że posiada kompleks 2-HGS, który umożliwia dostarczanie substancji odżywczych prosto do cebulki włosa. Moc produktu opiera się również na zawartości bambusa, który zawiera 5 razy więcej związków krzemu niż osławiony skrzyp!
Vitapil opinia


Lotion aplikujemy po umyciu i osuszeniu ręcznikiem włosów. Wystarczy spryskać skórę głowy, a następnie wetrzeć opuszkami palców i nie spłukiwać! To moje pierwsze zetknięcie z tego typu kosmetykiem, bo dotychczas skupiałam się na ogólnej pielęgnacji włosów, a nie na skórze głowy. Czy jestem zadowolona? Bardzo! Nigdy nie pomyślałabym, że kilka psiknięć po myciu, może tak odżywić włosy! Już od ponad dwóch miesięcy stosuję Vitapil i z każdym dniem jestem zadowolona coraz bardziej. Po paru pierwszych użyciach zauważyłam poprawę nawilżenia skóry, włosy wydają się być w lepszej kondycji, a największą radością jest obserwacja "baby hair", które cieszą chyba każdą włosomaniaczkę!
Vitapil opinia
Oprócz tego uwielbiam specyficzny zapach produktu - intensywny i męski. Chętnie używałabym szamponów i odzywek o takim aromacie. Ale nie ma się co martwić, jeśli ktoś nie przepada za takimi zapachami, towarzyszy nam tylko podczas aplikacji i szybko się ulatnia. Niekwestionowaną zaletą jest także zastosowanie atomizera, dzięki któremu przebicie się przez chaos długich włosów do skóry głowy nie jest żadnym problemem. Atomizer jest zabezpieczony nakładką, która ochrania produkt przed niechcianym wylaniem.
Moja ocena: 5/5 Mój hit ♥
Cena: ok. 32 zł / 125 ml

Tutaj konfrontacja obietnic producenta z tym, co zauważyłam w czasie stosowania lotionu.
Vitapil opinia
Vitapil, tabletki 30 sztuk - drugi produkt wchodzący w skład duetu, i tu sprawa nie jest wcale taka prosta. Do suplementów diety mam stosunek neutralny, bo ciężko mi stwierdzić, czy działają czy nie. Jestem jedną z tych osób, które głowa przestaje boleć równocześnie z połknięciem tabletki przeciwbólowej, czyli przedstawicielką efektu placebo. Producent zapewnia, że tabletki + lotion dają najlepsze efekty, ja jednak skłaniam się w stronę lotionu i to jemu przypisuję wszelkie dobrodziejstwa, jakie wydarzyły się na mojej głowie.
Vitapil opinia

Tabletki w zielonym kolorze o średniej wielkości przyjmowałam przez 30 dni, zawsze w trakcie posiłku. 16 składników odżywczych ma skutkować gęstymi, mocnymi i zdrowymi włosami, zahamować wypadanie i rozdwajanie.
Cena: ok. 20 zł / 30 sztuk

Udało mi się wrócić na właściwą drogę w pielęgnacji włosów, bo po wakacjach wyglądały naprawdę tragicznie i sama miałam ich dosyć. Najbardziej cieszę się z przyrostu, bo wiadomo, że nowych, zdrowych włosów nigdy dosyć! Obecnie nie narzekam, ale wiadomo, że będę dążyła do perfekcji :)
Vitapil opinie
Oczywiście należy pamiętać, że duet działa na nowe włosy, więc jeśli nasza czupryna jest w opłakanym stanie, to nie zostanie natychmiast zregenerowana, a włosy nie przestaną nagle wypadać, na zauważenie efektów potrzeba czasu! Ja jestem zachwycona lotionem, którego zostało mi już tylko na kilka użyć, ale nie mam zamiaru się z nim rozstawać! :)

czwartek, 18 lutego 2016

Nowości z Eveline

Dzisiaj czas na przegląd kosmetyków od polskiej marki Eveline. Zazwyczaj każdą nowość przyjmuję z entuzjazmem, ale z dzisiejszego zestawu nie wszystko przypadło mi do gustu.
Eveline 2016

Zaczynam od podkładu, który śmiało mógłby kandydować do tytułu ideału, ale zanim wypróbuję najjaśniejszy odcień wstrzymam się z nadaniem mu takiego wyróżnienia. 
Eveline 2016

Eveline, matująco-kryjący podkład Ideal Cover Full HD SPF 15 - testowałam go w odcieniu 203 Natural, który z moją karnacją ma tyle wspólnego, że paradować w nim wypada tylko po domu. Kolor jest niewątpliwie za ciemny i już myślałam, że skoro został nazwany naturalnym, to pewnie jest pierwszy w palecie odcieni, ale nie! Na moje szczęście są przed nim jeszcze dwa jaśniejsze! Pomijając nieszczęsny kolor, jeśli chodzi o całą resztę, to naprawdę się polubiliśmy! Od razu pochwalę też zastosowane przez producenta oznaczenia na nakrętce. Zdecydowanie ułatwia to proces zakupu i podejmowania decyzji przed sklepową półką. 

Producent zapewnia:
efekt półmatu - co dla mojej mieszanej cery jest najlepszym wyjściem, 
mocne krycie - nie są to puste obiecanki, bo faktycznie podkład ukrywa wszystko to, co powinien,
średnia konsystencja - moja ulubiona opcja, nie przepadam ani za lejącymi, ani za kompaktowymi wersjami fluidów.

Czytałam, że porównują go do kultowego Revlona i coś w tym jest, z tym że z Revlonem nie udało mi się zaprzyjaźnić mimo kilku podejść, a Eveline od razu przypadł mi do gustu. Podoba mi się satynowe wykończenie jakie pozostawia na twarzy, jednoczesny efekt matu i z pewnością wypróbuję go w najjaśniejszym odcieniu, który mam nadzieję, wpada w żółte tony.
Moja ocena: 4/5
Cena: ok. 25 zł/ 30 ml

Eveline, lakier do ust - to nie moje pierwsze zetknięcie z lakierem do ust, ale dotychczas byłam zadowolona z tego typu produktów. Największym zaskoczeniem był dla mnie kolor lakieru, ponieważ opakowanie wskazuje na wyrazistą czerwień, a już na aplikatorze okazuje się, że mamy do czynienia z wściekłym różem połączonym z fuksją. Według oznaczeń kolorów ze strony producenta, posiadam odcień 405, oznaczenie koloru na produkcie znajduje się na  naklejce, którą musiałam usunąć przed pierwszym użyciem.
Eveline 2016

Eveline 2016

Czokomorena Eveline 2016
Kolor jest bardzo intensywny, ale sama formuła niezbyt mi się podoba. Mam poczucie klejenia się ust, rozmazywania i ogólnego chaosu. A jak wiadomo, z tak mocnymi kolorami lepiej uważać. Do gustu nie przypadło mi także opakowanie, sklejone naklejką - najpewniej zabezpieczającą przed otwarciem w sklepie, na której znajdują się wszystkie informacje o produkcie i odcieniu oraz... mnóstwo kleju. Po odklejeniu i próbie doprowadzenia opakowania do stanu używalności starła się spora część opakowania, a produkt wygląda na tak zużyty, jakby przeleżał w mojej kosmetyczce co najmniej rok rok. Jestem zdziwiona tym nowym eksperymentem Eveline, bo do tej pory, to właśnie ich błyszczyki i szminki wybierałam najchętniej, z lakierem do ust niestety się nie polubiliśmy.
Moja ocena: 2/5
Cena: ok. 14 zł / 9 ml





Eveline 2016
Eveline, 2-etapowy system żelowego manicure - nie jestem zwolenniczką paznokci 
robionych pod lampą UV i pewnie nieprędko się do nich przekonam. Bardziej skłaniam się właśnie w stronę żelowych lakierów, które zapewniają dużo lepszą jakość od tradycyjnych. A właściwie powinny, bo jak widać, nie zawsze można być tego pewnym. Dotychczas miałam okazję testować tylko zestaw od Sally Hansen, ale wiadomo, byłam ciekawa, która z polskim marek podejmie wyzwanie i stworzy swoją wersję. 
Eveline 2016
A więc jak się to udało Eveline? W zestawie mamy 2 produkty: żelowy lakier w koralowo-czerwonym odcieniu i utwardzacz. Tu także mam mieszane uczucia. Przy pierwszym użyciu byłam zachwycona, już jedna warstwa kolorowego lakieru zapewniła idealne krycie, ale postanowiłam dołożyć dla pewności jeszcze jedną. Nałożenie utwardzacza i gotowe! Trochę przeraził mnie długi proces wysychania, najpierw kolorowego lakieru, potem utwardzacza, bo trwał ponad 10 minut. Ostatecznie byłam zadowolona, bo paznokcie wyglądały pięknie! Wyruszyłam w podróż, właściwie pewna, że mój manicure spokojnie wytrzyma kilka dni, tymczasem okazało się, że wcale nie jest taki niezawodny. Co ciekawe lakier nie ściera się, tylko odpryskuje w całości! Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam leżący na podłodze kawałek lakieru w kształcie paznokcia! Właśnie tak, lakier dosłownie odpada od paznokci po 3-4 dniach. Dam mu oczywiście jeszcze jedną szansę, ale duet nie zrobił na mnie dobrego pierwszego wrażenia.
Moja ocena: 2/5
Cena: ok. 15 zł / 2x5 ml 

Eveline 2016
Eveline, szybkoschnący lakier do paznokci - nie jest dla mnie nowością, mam całkiem sporo reprezentantów tego produktu w swoich zbiorach i muszę przyznać, że zdecydowanie wolę tę, tradycyjną wersję od nowości czy ulepszeń. Malowanie za pomocą dużego pędzelka jest wygodne, a wysychanie ekspresowe, kolory intensywne, prezentują się tak samo w buteleczce, jak na paznokciach. 
Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 7 zł / 12 ml 

Na koniec produkt, o którym na razie niewiele mogę powiedzieć, ale całkiem nieźle się zapowiada. 
Eveline 2016
Eveline, termoaktywne serum modelujące talię, brzuch i pośladki Slim Extreme 3D - nie łudzę się, że zdziała cuda bez dodatkowych ćwiczeń i odpowiedniej diety, a że chwilowo nie prowadzę zbyt zdrowego trybu życia, to postanowiłam poczekać z nim do wiosny. Rok temu zaprzyjaźniłam się z wersją chłodzącą i muszę przyznać, że w połączeniu z ćwiczeniami zauważyłam jego działanie. Zobaczymy, jak sprawdzi się wersja rozgrzewająca, ale jeśli chodzi o samo grzanie, to nie mogłam wytrzymać i spróbowałam. Efekt faktycznie jest i to jaki! Na początku ciężko wytrzymać palenie, pieczenie, swędzenie, do tego wszystko jednocześnie, ale po chwili uczucie przechodzi i pozostawia przyjemne uczucie napiętej skóry. Tak, jak mówiłam, zamierzam używać go na zmianę z chłodzącą wersją.
Cena: ok. 18 zł / 200 ml 
    
Gama produktów marki Eveline rozrasta się w bardzo szybkim tempie, nic więc dziwnego, że nie wszystko okazuje się strzałem w dziesiątkę. Ja największe nadzieje wiążę z podkładem, jak tylko skończą mi się obecne, będzie pierwszy na liście zakupów! :)

wtorek, 16 lutego 2016

Fantastyczna 4 z drogerii ekobieca.pl

Jeśli chodzi o kosmetyczne zakupy w sieci, to według mnie drogeria ekobieca.pl nie ma sobie równych. Z całkiem silnej reprezentacji drogerii, których siedziby mieszczą się w Lublinie, ta jest zdecydowanie moją ulubioną, z której usług korzystam najczęściej. A co mnie przekonało?
Nie tylko bliska odległość od domu, ale także szeroki, ciągle uzupełniany o nowości asortyment i częste promocje! ♥

Ostatnio miałam przyjemność testować bardzo kolorowy zestaw, w którym znalazła się także jedna pielęgnacyjna perełka.
drogeria ekobieca.pl
 Na pierwszy ogień idą pomadki do ust Freedom w dwóch odcieniach.
drogeria ekobieca.pl

drogeria ekobieca.pl

drogeria ekobieca.pl
Freedom, pomadka w odcieniu 114 Naked Beauty - jest zdecydowanie bezpieczniejszą i mniej kontrowersyjną opcją z tego duetu. Od razu przypadła mi do gustu zarówno jeśli chodzi o odcień, jak i użytkowanie. Beżowo-brązowy odcień idealnie nadaje się do codziennego stosowania, zostawiając delikatny ślad na ustach. Konsystencja pomadki jest kremowa, ale wykończenie błyszczące. Przeglądając swoje zapasy, ze zdziwieniem stwierdziłam, że nigdy nie miałam podobnego odcienia, nie wiem jak mogłam go pominąć, skoro tak idealnie nadaje się do codziennego makijażu.
drogeria ekobieca.pl
Freedom, pomadka w odcieniu The Sith - to dla mnie prawdziwe wyzwanie! Zachwyciłam się jej kolorem od pierwszego wejrzenia, bo jest to połączenie czerni, szarości i srebra! Użytkowanie jest równie łatwe, jak w przypadku poprzedniczki, mocny odcień równomiernie pokrywa usta i co ważne, nie ma też problemu z jego zmyciem, czego najbardziej się bałam :) Miałam pewne obawy co do połączenia mrocznego koloru z moją osobą, ale ostatecznie jestem zadowolona!
drogeria ekobieca.pl

drogeria ekobieca.pl

Na eksperymenty pozwala nie tylko bogata paleta odcieni, ale także cena, która wcale nie pomaga w odwyku na zakupy kosmetyczne :)
Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 5 zł / 3,5 g 

China Glaze, lakier do paznokci w odcieniu 231 Nasty - mój ulubiony kolor w postaci trwałego lakieru do paznokci, spełnił wszystkie oczekiwania. Do uzyskania odpowiedniego efektu wystarczy tylko jedna warstwa, która idealnie pokrywa całą płytkę, skracając czas malowania. Do tego jest bardzo trwały, a kolor identyczny z tym co widzimy w buteleczce.
Moja ocena: 5/5 Mój hit
Cena: ok. 14,99 zł /14 ml
drogeria ekobieca.pl

drogeria ekobieca.pl
Freedom, pojedyncze cienie do powiek w odcieniach neonowy róż 226 i fioletowy 228
Zazwyczaj pomijam cienie w codziennym makijażu, szczególnie w takich mocnych odcieniach, więc nie mogę zbyt wiele o nich powiedzieć. Kolor fioletowy w zetknięciu z powieką staje się błyszczący i pięknie się mieni, natomiast różowy pozostaje matowy i intensywny, jak w opakowaniu.
Cena: ok. 5 zł / 2 g
drogeria ekobieca.pl

drogeria ekobieca.pl

Ostatni w kolejce jest mój ulubieniec pielęgnacyjny:
Ecocera, puder ryżowy, fixer - zachwyty nad nim nie mają końca. Zupełnie nie wiem, dlaczego zawsze próbowałam znaleźć idealny puder w konkretnym odcieniu, nie dając szansy transparentnym, które sprawdzą się praktycznie przy każdej karnacji. Puder wygląda jak mąka, ale nie bieli, tylko idealnie dostosowuje się do kolorytu, matując i wygładzając przy tym twarz. Przykrywa wszelkie niedoskonałości i co ważne, nie powoduje powstawania nowych! Aplikacja odbywa się za pomocą dołączonej gąbeczki, nie ma też żadnego problemu z wydobyciem produktu z pudełka. Ciężko mi przypomnieć sobie jakiegoś godnego konkurenta.
Swój kupiłam dzień przed spotkaniem blogerek, na którym dostałam drugi egzemplarz, a że puder jest bardzo wydajny, to wkrótce podzielę się nadprogramowym pudrem z Wami :)
Moja ocena: 5/5 Mój hit
Cena: ok. 14, 90 zł / 15 g
drogeria ekobieca.pl

Jestem zachwycona wszystkimi kosmetykami, szczególnie pudrem ryżowym i lakierem do paznokci. Jak widać niska cena może iść w parze z wysoką jakością. Pewnie większość z Was zna i korzysta z oferty drogerii ekobieca.pl. Nie wiem, jak u Was, ale ja przy każdej wizycie na stronie znajduje coś, co jest mi koniecznie potrzebne :)

sobota, 13 lutego 2016

Zimowe wspomnienia kosmetyczne ❄

Już myślałam, że zima odeszła na dobre i można o niej zapomnieć. Ale jak tu zapomnieć skoro kilka dni temu znowu obudziłam się w świecie pokrytym białym puchem?! Zimie pozostawiam wolną rękę, bo z nią i tak nigdy nic nie wiadomo, poza tym zebrałam zestaw kosmetyków, który nie tylko towarzyszył mi podczas mroźnych dni, ale pomoże, jak najdłużej utrzymać zimowe wspomnienia!
Intensywne aromaty, cytrusy, przyprawy - to jest to! Podczas żadnej innej pory roku na półkach nie ma tylu wspaniałości, co w okresie zimowym!
Isana Pingwinek
1. Isana, zimowy żel pod prysznic z ekstraktem z wanilii - pokochałam ten produkt od pierwszego użycia. Co prawda miał być dostępny, jako edycja limitowana tylko pod koniec 2014 roku, ale z tego co widzę, wszyscy tak bardzo pokochali Pingwinka, że spokojnie można go było dostać także i w tym roku. Aromat wanilii relaksuje i uspokaja, zapach jest raczej łagodny, ale utrzymuje się na skórze także po myciu. Kremowa konsystencja sprawia, że kąpiele z nim to sama przyjemność! Używanie go przez dłuższy czas z pewnością nie przyniesie tyle radości, co przeznaczenie go tylko na sezon jesienno-zimowy, ale często wracam do niego gdy zatęsknię za zimą. No i jeszcze to słodkie opakowanie ♥
Cena: ok. 3 zł / 300 ml
Komsetyki zimowe
2. Farmona, Tutti Frutti, kremowy peeling myjący karmel & cynamon - Mój hit ♥ Dostałam go na spotkaniu blogerek w grudniu i sama nie mogłam uwierzyć w to, że całkiem przypadkiem przypadła mi w udziale taka wersja zapachowa. Nie mogłam lepiej trafić, a kosmetyk od razu stał się moim ulubieńcem! Przy przeszukiwaniu Internetu natknęłam się na jego starą wersję i przypomniałam sobie, że nie jest to nasze pierwsze spotkanie! Zmieniła się szata graficzna, ale mam wrażenie, ze także intensywność zapachu i działania - oczywiście na wielki plus!
Kosmetyki zimowe

Składniki nie pachną zwyczajnie, bo zwyczajne wcale nie są - producent obiecuje nam zapach rozgrzanego karmelu i świeżo zmielonego cynamonu i ze swej obietnicy świetnie się wywiązuje! To nie jest aromat karmelu i cynamonu, który znacie, to intensywne połączenie tych składników i nadanie im dodatkowych walorów zapachowych, do tego stopnia, że ciężko oderwać od opakowania nos :) Do tego jeszcze obecność białych trufli, które są najcenniejszym afrodyzjakiem! Ten peeling to zdecydowana perełka wśród tego typu produktów - jego kremowa konsystencja sprawia, że sam proces ścierana naskórka nie jest bolesny, a skóra po jego użyciu jest nawilżona i miła w dotyku. Drobinki nie są bardzo duże, ale widoczne i wystarczające by poradzić sobie ze swoim zadaniem. Opakowanie jest poręczne, a kształt niestandardowy, dzięki czemu budzi zainteresowanie. Mogłabym rozpisywać się na jego temat godzinami, bo to produkt idealny ♥ Koniecznie muszę sprawdzić inne warianty zapachowe!
Cena: ok. 11 zł / 250 ml
Zimowe kosmetyki
3. Nacomi, olejek do ciała, nawilżający, Kakaowiec - to kolejna nowość w mojej kosmetyczce, która zaskoczyła mnie swoim działaniem.Wszystko to za sprawą oleju z pestek winogron, oleju arganowego i ekstraktu z kakaowca zawartych w kosmetyku. Spośród jego kilku właściwości najbardziej interesuje mnie nawilżenie, które jest wykonane wzorowo. Mogłabym non stop smarować nim ręce i nogi, ale do odpowiedniego nawilżenia w moim przypadku wystarczy stosować go raz dziennie. Do tego jest bardzo wydajny, już mała kropelka potrafi zdziałać naprawdę wiele! Orzechowo-czekoladowy zapach, ku mojej radości, utrzymuje się na skórze bardzo długo! Mam małe zastrzeżenia co do opakowania, bo mimo tego, że butelka jest plastikowa, a na zakrętce znajduje się przycisk zabezpieczający, to czasami zdarza się, że kropelki olejku lądują poza opakowaniem.
Cena: 25, 90 zł / 150 ml
Zimowe kosmetyki
4. Optima Plus, naturalny olejek eteryczny, goździkowy - uwielbiam dodawać kilka kropelek do kąpieli lub kominka, w celu aromatyzacji powietrza. Pachnie tak cudownie i intensywnie, że ciężko powstrzymać się przed dodaniem go do ciasta, ale należy pamiętać, że produkt nadaje się tylko do użytku zewnętrznego :) Oprócz tego, że jego zapach relaksuje, uspokaja i po prostu poprawia mi humor, ma też całkiem sporo właściwości, takich jak: radzenie sobie z nerwobólami, pomocniczo przy infekcjach górnych dróg oddechowych czy odstraszająco na komary (koniecznie będę musiała to sprawdzić!) Piękne, proste opakowanie powinno się znaleźć w każdym domu! A dla antyfanów goździków jest dostępna cała gama innych aromatów.
Cena: ok. 9,90 zł / 10 ml
Biedronka mydło gwiazda
5. Linda, mydło o zapachu szarlotki - o tym, że asortyment Biedronki pełen jest ciekawych perełek nie trzeba mnie przekonywać, bo aby niczego nie przegapić, na bieżąco śledzę oferty.
Pomijając właściwości, musiałam stać się jego posiadaczką, chociażby ze względów dekoracyjnych! Niestety nie wiem, jak się spisuje w działaniu, ale sam wygląd i zapach mi wystarczają, bo pachnie naprawdę obłędnie, a sama gwiazdka wędruje po domu i wypełnia pomieszczenia aromatem szarlotki!
Cena: ok. 3 zł / 100 g
Zimowe kosmetyki
6. Scandia Cosmetics, mydełko o aromacie cytryny - podobnie, jak w przypadku poprzedniego produktu mogę się wypowiedzieć tylko na temat zapachu - który jest niezwykle intensywny i kojarzy mi się z soczystą, kwaśną cytrynką oraz o kwestii estetycznej, bo kształt świątecznej choinki jest w stanie przyozdobić każde pomieszczenie, idealnie nadaje się także na prezent! Chyba nie będę miała serca, by zniszczyć choinkę :)
Niestety nie mogłam się doszukać ceny / 45 g
Zimowe kosmetyki
7. Isana, zimowe mydło w płynie, wanilia i karmel - Mój hit ♥
Mało brakowało, a zapomniałabym uwzględnić ten produkt w zimowym zestawieniu. Jestem zachwycona jego całokształtem - wspaniały, mocny, lekko orientalny, lekko zimowy zapach zamknięty w opakowaniu, które jak ulał pasuje do mojej łazienki :) Śmiało mogę powiedzieć, że w tym produkcie została zawarta cała świąteczna magia, a z racji tego, że to edycja limitowana, to pozwoliłam sobie zrobić spore zapasy!
Cena: ok. 3 zł / 300 ml

Pewnie większość z Was poszukuje już wiosennych, orzeźwiających nowości, ale ja jeszcze nie mam zamiaru budzić się z tego pachnącego, zimowego snu! :)

wtorek, 2 lutego 2016

Pielęgnacja twarzy i ciała z Bielendą ♥

Bielenda to jedna z tych polskich marek kosmetycznych, którym ufam całkowicie! Jeśli długo zastanawiam się nad wyborem produktu, to wiem, że wybierając tę markę nie będę zawiedziona i w ciemno stawiam na kolejne kosmetyki. A trzeba przyznać, że jest ich całe mnóstwo i wciąż pojawiają się nowości!
Zacznę od hitu, który poznałam dzięki grudniowemu spotkaniu blogerek, to moja miłość od pierwszego użycia! :)
1. Bielenda DD Cream, nawilżający jedwab do ciała 10 w 1
Mówią o nim Super Udoskonalacz Skóry i mają rację! Nie wiem, kto stoi za wymyśleniem tego cuda, ale należą mu się wielkie podziękowania! Tajemnicą produktu są mikrokapsułki, z których uwalnia się pigment, zamienia biały krem w cielisty fluid i pozostawia na ciele nieskazitelną warstwę, pod którą kryją się wszelkie niedoskonałości. Efekty przeszły moje oczekiwania i mimo, ze krem jest przeznaczony do stosowania na całym ciele, to najbardziej zachwycił mnie efekt na nogach!
Natychmiastowe maskowanie niedoskonałości, wyrównanie kolorytu i to w przypadku każdej karnacji, rozświetlenie i nawilżenie - to czego możemy się spodziewać i co można zauważyć już po pierwszym użyciu! Mój wrażliwy na zapachy nos także jest zadowolony, a to za sprawą wspaniałego aromatu, jaki utrzymuje się na skórze. Chwilowo odłożyłam eleganckie opakowanie ze złotą zakrętką na półkę, bo z racji temperatury chowam swoje ciało w grubych swetrach i spodniach, ale coś czuję, że na wiosnę i w lecie ja i mój DD Cream będziemy nierozłączni!
Moja ocena: 5/5 ♥
Cena: ok. 29,99 zł / 150 ml


Od pewnego czasu nie rozstaję się z płynem micelarnym. Wszystkie inne produkty do twarzy zajmują dalsze miejsca w mojej kosmetyczce, a ja wciąż zachwycam się nad ilością właściwości oferowanych przez jeden produkt.
2. Bielenda, Expert czystej skóry, kojący płyn micelarny 3 w 1
W tym przypadku mamy do czynienia z płynem 3 w 1, który myje i oczyszcza jak woda, neutralizuje i odświeża jak tonik, nawilża i pielęgnuje jak mleczko. Płyn micelarny jest podstawą mojej codziennej pielęgnacji, bo to właśnie z nim zaczynam i kończę każdy dzień, więc nie mogę sobie pozwolić na buble. I na szczęście tym razem udało się trafić na całkiem dobry produkt. Producent nie kłamie w ani jednym zdaniu, którego użył do opisu działania: błyskawicznie usuwa makijaż - o tak! Szczególnie ważne jest to w przypadku oczu, bo przy niektórych produktach trzeba się sporo namęczyć. Oczyszcza i odświeża skórę - zgadza się! Uczucie odświeżenia i pozbycia się codziennej warstwy zabrudzeń pojawia się natychmiastowo. Koi, łagodzi podrażnienia - potwierdzam! Przynosi ulgę po całym dniu, w dodatku sam nie powoduje podrażnień.
Przypadł mi do gustu, ponieważ działa natychmiastowo, nawet mocny makijaż można zmyć za jednym zamachem. Wydaje mi się, że to taki produkt dostosowany do wszystkich, nikomu nie zaszkodzi i utrzyma każdą cerę w świetnej formie. Jedyne czego mi brakuje to jakikolwiek zapach, chociaż delikatny. 400 ml to całkiem spora porcja, która wystarczy na długi czas i spokojnie pozwoli nam wykreślić ten produkt z listy zakupów na kilka miesięcy.
Moja ocena: 4/5
Cena: ok. 15 zł / 400 ml

Mimo zachwytów nad różowym płynem micelarnym, pozycja ulubieńca jest już dawno obsadzona:
3. Bielenda, Biotechnologia Ciekłokrystaliczna 7D 40+ Kolagenowe Odmłodzenie, Regenerujący płyn micelarny do mycia i demakijazu 3 w 1
Nic nie robię sobie z tego, że w opisie widnieje odległe 40+, bo produkt idealnie zgrał się z moją cerą. Demakijaż przy jego pomocy to sama przyjemność, oczyszczaniem zajmuje się profesjonalnie, coś musi być na rzeczy także z przywracaniem skórze jędrności i elastyczności, bo po jego użyciu wyczuwa się pozytywne fluidy przenikające przez skórę. Jakaś nadzieja pozostaje też w stwierdzeniu, że redukuje zmarszczki, chociaż tego Wam nie potwierdzę :) Skóra pozostaje nawilżona, oczyszczona, bez żadnej lepkiej warstwy, a teraz to co przeważyło w nadaniu mu tytułu ideału - zapach! Nie wiem, jak go zidentyfikować, ale jest lekki, przyjemny i utrzymuje się na skórze, bez tej cechy ani rusz!
Moja ocena: 5/5
Cena: ok 15 zł / 200 ml
4. Bielenda, Energizująca maseczka dodająca blasku
W moim osobistym rankingu maseczki dzielę na te których nałożenie przynosi chociażby drobną zmianę w wyglądzie skóry i na te, po których nie widzę żadnej różnicy. Niestety w przypadku tego produktu różnicy nie było. Sproszkowana perła pozwala nam poczuć się trochę lepiej niż przed nałożeniem maseczki i połyskuje na naszej twarzy, ale to taki przekłamany blask, bo tak naprawdę nic się nie zmienia. 

Moja ocena: 2/5
Cena: ok. 3 zł / 2 x 5 ml


Ostatnio nie mam powodów by narzekać na stan swojej cery (odpukać!) ale bywały dni i tygodnie, kiedy najchętniej wychodziłabym z domu tylko w masce. Podczas jednego z takich dni bezsilności otrzymałam wygrany zestaw z serii przeciw trądzikowi marki Bielenda. Nie miałam nic do stracenia, więc rozpoczęłam używanie trzech kosmetyków, które okazały się dla mnie wybawieniem!
5. Bielenda Pharm, Antybakteryjny krem redukujący trądzik na noc 
Pozostawiając go na noc na twarzy nie miałam wielkich nadziei. Miło mnie jednak zaskoczył, a największym plusem jest to, jak wygląda skóra po jego zastosowaniu.
+ poprawa stanu skóry, którą można zaobserwować w wielu kategoriach - rozjaśniona, nawilżona, zregenerowana. Podrażnienia stają się mniej widoczne, a stany zapalne wyeliminowane. 

Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 20 zł / 50 ml

6. Bielenda Pharm, Matujący krem-żel na dzień
Przyznaję, że używałam go sporadycznie, bo nie lubię stosować kremów pod makijaż, a tym bardziej kremów, które mają działać na trądzik. Pojawiał się więc na mojej twarzy tylko wtedy, kiedy nie musiałam wczesnym rankiem lecieć na uczelnię i mogłam sobie pozwolić na wydłużoną poranną pielęgnację.
+ matuje skórę - faktycznie matuje, radzi sobie nawet z najtrudniejszymi partiami, takimi jak: czoło, nos i broda. Nie jest to jednak zbyt długie zmatowienie, mimo zastosowanej konsystencji kremu-żelu po jakiejś godzinie, dwóch zaczynałam się świecić.
+ uczucie przyjemnego nawilżenia - czyli cecha obowiązkowa, dzięki której skóra łatwiej się regeneruje i wraca do idealnego stanu
+ wpływa kojąco na podrażnioną skórę - uwielbiam to uczucie chłodu po nałożeniu kremu i moment wchłaniania!
Moja ocena: 3,5/5
Cena: ok. 20 zł / 50 ml



7. Bielenda Pharm, Antybakteryjny tonik normalizujący
Rzadko wymieniam płyn micelarny na tonik, ale postanowiłam zrobić mały wyjątek. Dzisiaj wiem, że decyzja była jak najbardziej słuszna, a pozytywów zauważyłam całkiem sporo:
+ dokładnie oczyszcza i pozostawia poczucie odświeżenia - stosując go dwa razy dziennie szybko zauważyłam poprawę stanu mojej cery, poczucie odświeżenia utrzymuje się przez długi czas.
+ zmniejsza przetłuszczanie i błyszczenie skóry - to jeden z pierwszych efektów, dzięki którym produkt przypadł mi do gustu, z czasem zauważyłam prawie całkowitą eliminację i zmatowienie.
+ przyczynia się do całkowitej eliminacji stanów zapalnych i zapobiega powstawaniu nowych zmian skórnych - to chyba najlepsza i najważniejsza cecha, która czyni produkt idealnym.
+ przynosi ukojenie zmęczonej i podrażnionej trądzikiem skórze - większość z produktów, których do tej pory używałam podrażniało skórę i dopiero po pewnym czasie udało mi się do nich przyzwyczaić. Z tonikiem od Bielendy od razu się polubiliśmy!
Tonik można stosować zarówno na twarz, dekolt i plecy, co jest kolejnym plusem i czyni produkt wielofunkcyjnym. Po przetarciu twarzy czułam specyficznie mrowienie, które chwilę później ustępowało uczuciu idealnego oczyszczenia. Niektórym z Was może nie odpowiadać jego dosyć mocna, typowo apteczna woń, ale ja lubuję się w takich zapachach, więc dla mnie to kolejny plus.
Polecam wszystkim, którzy zmagają się z trądzikowym problemem, dzięki niemu będziecie mieć ten problem z głowy!
Moja ocena: 5/5 ♥
Cena: ok. 20 zł / 200 ml
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka