sobota, 7 października 2017

Jesienna kąpiel z Ministerstwem Dobrego Mydła

Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku! Wszystko zwalnia, uspokaja się, a w chłodne i deszczowe wieczory, w końcu jest czas na nadrobienie zaległości z intensywnego lata.
Mam już przygotowany niemały stosik książek do przeczytania, całkiem sporą listę filmów do obejrzenia, a jesienne woski zapachowe i herbaty czekają w gotowości! No i mam nadzieję, że w końcu uda mi się odgruzować bloga. Przez ostatnie miesiące tyle się działo, więc jest o czym pisać!
Co jeszcze lubię w jesieni? Oczywiście długie i relaksujące kąpiele, które w tym sezonie po prostu uwielbiam! Bohaterkę dzisiejszego wpisu - półkulę do kąpieli, kupiłam na ostatniej z edycji Ekocudów, ale cierpliwie czekała na swoją kolej aż do października! :)
Ministerstwo Dobrego Mydła recenzja

Musującą półkulę kąpielową, w połączeniu mleko + miód + owies kupiłam na stoisku Ministerstwa Dobrego Mydła. Wybór z kilku równie relaksujących wariantów nie był łatwy, ale to właśnie ona przykuła moją uwagę podczas targów kosmetycznych. Jest zupełnie inna od barwionych na pstrokate kolory kul, które po rozpuszczeniu stają się bezwartościowym, kolorowym proszkiem.
Ministerstwo Dobrego Mydła recenzja
Naturalne składniki czuć i widać, jak na dłoni. W  kuli zatopione są ziarna owsa, a cała kompozycja pachnie, jak pyszna owsianka! Z mniej widocznych składników mamy jeszcze: nierafinowane masło Shea, olej ze słodkich migdałów, olejek z pestek winogron,  i olej ryżowy. 


Rozpuściła się wręcz błyskawicznie, zgodnie z obietnicą producenta pozostawiając na ciele lekką i nawilżającą powłokę, która zastępuje balsam. Zapach jest bardzo intensywny, a dzięki temu utrzymuje się również na ciele po kąpieli. 
Ministerstwo Dobrego Mydła recenzja

Cena: 5, 50 zł / ok. 60 g
Moja ocena: 10/10 

Teoretycznie kula jest dostępna na stronie Ministerstwa Dobrego Mydła, ale jeśli macie okazję bywać na targach kosmetyków naturalnych, to zdecydowanie polecam Wam zakupy na żywo. Zbliżają się jesienne Ekocuda, więc na pewno będzie okazja, aby powąchać i dotknąć te wspaniałości!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Budapeszt na weekend ♥ Dzień 1

W kolejce czeka całkiem sporo wpisów podróżniczych, ale Budapeszt zachwycił mnie tak bardzo, że z łatwością zajął rolę faworyta i zasłużył na pierwszą po długiej przerwie publikację! A więc jedziemy na Węgry! :)
Budapeszt Atrakcje


Tradycyjnie w podróż wybraliśmy się Polskim Busem. Utworzenie nowego połączenia pozwoliło nam zarezerwować bilety po bardzo atrakcyjnej cenie. Dla kolejnego obniżenia ceny wybraliśmy również podróż z przesiadką:Warszawa 18:15 - Kraków 23:15 i Kraków 0:45 - Budapeszt 07:45 

Miasto przywitało nas słonecznym porankiem, prosto z dworca Kelenföld udaliśmy się do pobliskiego metra, dotarliśmy do naszego hotelu, gdzie zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy na poznawanie miasta! Zwiedzanie rozpoczęliśmy od żydowskiej dzielnicy, gdzie znajduje się Wielka Synagoga - nic dziwnego, że obiekt robi wrażenie, to największa w Europie i trzecia na świecie synagoga!



Na dziedzińcu znajduje się rzeźba - ,,płacząca wierzba" z nazwiskami ofiar Holocaustu.



Od razu wiedziałam, że spacer po Budapeszcie będzie niezwykle przyjemny, gdzie nie spojrzeć otaczały nas przepiękne budynki w wyjątkowym stylu, tutaj Anker House, w którym obecnie kryją się nowoczesne apartamenty.


Nie mogliśmy narzekać na pogodę, wręcz przeciwnie! Było tak gorąco, że nie mogliśmy sobie odmówić chwilowego relaksu w samym centrum miasta.


Kolejnym punktem na mapie była Bazylika św. Stefana, rekordowy obiekt, największy kościół Węgier, który może pomieścić do 8500 osób!



Taka perspektywa zawsze mnie zachwyca! 


Jednak prawdziwy zachwyt przyszedł, kiedy dotarliśmy do brzegów Dunaju! Widok rzeki z każdej strony otoczonej przepięknymi budowlami tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Budapeszt to europejski kierunek - marzenie! Rozpoczęliśmy nasz bardzo długi spacer po Moście Łańcuchowym.



Nad budowlą dumnie powiewają flagi z herbem Budapesztu.


Robiliśmy dużo przystanków, bo ciągle wypatrywaliśmy coś, czemu warto się przyjrzeć. W oddali, po stronie dawnej Budy widzieliśmy już niesamowite budowle.


Ale niewątpliwe najbardziej nie mogłam się doczekać pierwszego spojrzenia na znajdujący się po stronie dawnego Pesztu - Parlament! Z daleka był dokładnie taki, jak sobie wyobrażałam - ogromny i zachwycający! Wciąż czekałam na bliższą konfrontację i spotkanie z nim oko w oko!



Tuż za Mostem Łańcuchowym znajduje się Wzgórze Zamkowe. Idziemy tam! :)

Dotrzeć na górę można na piechotę lub kolejką zębatą Siklo. Zdziwiła mnie kolejka chętnych do wjazdu, bo trasa jest naprawdę krótka. Nie mniej jednak kolejka prezentuje się wspaniale! Poniżej dwa kursujące wagoniki o imionach Margit i Gellert.

Krótka przerwa na jednym z tarasów widokowych.

Prawdziwy zachwyt przychodzi jednak po wejściu na górę, bo kiedy się rozejrzymy...







Następnie przyszedł czas na podziwianie Zamku Królewskiego.



Fontanna Macieja podczas polowania.


Mnie oczywiście zachwycił dumna i wspaniała rzeźba Lwa.



Upał był niemiłosierny!


Ale jakie to ma znaczenie, kiedy na horyzoncie pojawił się Kościół Macieja zwany także Budzińską Świątynią Koronacyjną. Sama nie wiem, czy byłam bardziej zachwycona wieżami, czy mozaikowym dachem.



Niecierpliwie czekałam również na znajdującą się w sąsiedztwie Basztę Rybacką. Jeszcze przed wyjazdem zachwycałam się jej zdjęciami w sieci, a na żywo wyglądała jeszcze piękniej! Dzięki białym murom kojarzy mi się z idealnym zamkiem z piasku. Przekonaliśmy się również, że jest dosyć popularnym miejscem do ślubnych sesji.



I nawet udało nam się zrobić zdjęcie bez mistrzyni drugiego planu :)



Kontynuowaliśmy nasz spacer po dawnej Budzie, bo jak widać zabytków i miejsc wartych zobaczenia na pewno jej nie brakuje!


Chociaż na chwilę daliśmy odpocząć naszym nogom i pojechaliśmy tramwajem na Wyspę Małgorzaty.


Już na początku załapaliśmy się przypadkiem na pokaz największej na Węgrzech fontanny, a z powodu upału szczególnie popularnej tego dnia atrakcji. Może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale wystarczy spojrzeć na wysokość drzew i ludzi względem wody :)

Gdybyśmy zapomnieli, w jakim mieście jesteśmy :)


W drodze powrotnej z wyspy natknęliśmy się na ciekawą opcję transportu po Dunaju, ale niestety dosyć drogą.

Nawet nas kiedyś dopada zmęczenie :) Na krótką regenerację wybraliśmy do naszego Hotelu Atlantic, jak zwykle zarezerwowanego z małym wyprzedzeniem przez Booking.

Jak to piszą w sieci, hotel znajduje się w dzielnicy z dreszczykiem. Zawsze to jakaś dodatkowa atrakcja, prawda? :) A poważnie mówiąc my byliśmy bardzo zadowoleni. Niedaleko stacja metra, przystanek tramwajowy praktycznie przy samym hotelu. Całkiem przytulny pokoik i śniadanie w cenie. Na szczęście udało nam się trafić pokój z ,,z oknem na świat", bo niektórzy nie mieli tyle szczęścia i trafili na pokoje z widokiem na jadalnię i klatkę schodową :)

Po regeneracji wyruszyliśmy na miasto w poszukiwaniu tradycyjnych węgierskich przysmaków. W Internecie bardzo dużą popularnością cieszyła się knajpa Frici Papa Kifozdeje. Mimo zapewnień o dużych kolejkach udało nam się znaleźć wolny stolik i szybko dostać zamówienie. Mój gulasz na winie był pyszny, ale wielkość porcji zdecydowanie ponad moje możliwości. Za to piwo Soproni - jedno z lepszych jakie piłam :) Knajpa bardzo przyjemna, ale myślę że podczas kolejnej wizyty wolałabym poznać nowe miejsce :)

I oczywiście obowiązkowe nocne podziwianie Budapesztu.


Oto dotarliśmy do Parlamentu! Nie zawiodłam się, ten budynek jest po prostu wspaniały!




Dzień obfitował w atrakcje i wspaniałe chwile, a to jeszcze nie koniec naszego pobytu w Budapeszcie! :) 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka