sobota, 25 marca 2017

TOP 5 - Kosmetyczne Ideały

Kosmetyki polecane, warto kupić
Muszę przyznać, że jakość dostępnych na rynku kosmetyków zaskakuje mnie coraz bardziej. Lista moich ulubieńców zmienia się w ciągu roku co najmniej kilka razy, ciągle testuję, próbuję i znajduję coraz lepsze produkty. Dziś poznacie moje aktualne TOP 5!

1) WS Academy, Esencja odżywcza, Czarna Orchidea - to zdecydowanie faworyt w zestawieniu i moje wielkie odkrycie ostatnich miesięcy! Jestem podatna na komunikaty reklamowe, lokowanie produktu i... bardzo dobrze, bo gdybym nie trafiła na ,,Ostre Cięcie" w TV, to istnieje małe prawdopodobieństwo, że wśród półek wypchanych odżywkami, przypadkiem wybrałabym właśnie tę!
Najlepsza odżywka do włósów, najlepsza pielęgnacja do włosów
W stosowaniu nie ma żadnej filozofii - pozostawiam produkt na umytych włosach przez ok. 5 minut, dokładnie spłukuję i gotowe! Włosy po wysuszeniu są sypkie, łatwo je rozczesać i pięknie się układają. Do tego niesamowicie błyszczą, a zapach Czarnej Orchidei utrzymuje się nawet do kilku dni! Esencja zostawia w tyle moje wszystkie dotychczasowe odżywki i maski do włosów i coś mi się wydaję, że długo nic innego nie zajmie jej miejsca.
Chyba, że są chętni na wyzwanie? :)

Moja ocena: 5/5 HIT!
Cena: 29,99 zł/ 250g



2) Płyn micelarny Selfie Project - czułam ogromną potrzebę zakupu jakiegokolwiek produktu z serii Selfie Project, bo chociaż od wprowadzenia jej na rynek minęło sporo czasu, to ja wciąż nic nie testowałam! :) Wybór padł na płyn micelarny. I znowu przypadkowy zakup okazał się ideałem! Uwielbiam go od pierwszego użycia. Usuwanie makijażu jest z nim przyjemnością, oczyszcza, matuje i pozostawia przyjemne uczucie na twarzy. Do tego łagodzi wszelkie zmiany skórne i jest niesamowicie wydajny. Zazwyczaj za każdym razem kupuję nowy micel, aby skóra nie przyzwyczaiła się do jednego kosmetyku, ale teraz sama nie wiem... może zostanie ze mną na dłużej? :)

Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 11,99 zł/250 ml
Najlepszy płyn micelarny, selfie project recenzja

3) Vichy Aqualia Thermal - krem nawilżający
Obszerną relację napisałam już wcześniej, ale od tamtej pory nic się nie zmieniło i Aqualia zajmuje wysokie pierwsze miejsce wśród kremów. To zdecydowanie najbardziej nawilżający produkt o lekkiej konsystencji, jaki znalazłam do tej pory. Już zapomniałam co to przesuszona cera, problem zniknął. Do tego ten wspaniały - morski zapach i urocze lustereczko na zakrętce!

Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 60 zł/ 50 ml
Krem nawilżający najlepszy

4) Annabelle Minerals, podkład mineralny matujący Golden Fairest
Kto by pomyślał, że ja - przeciwniczka minerałów, rzucę wszystkie inne podkłady w kąt, a moją kosmetyczkę całkowicie zdominują produkty od Annabelle. Nie ma co ukrywać, moja niechęć do minerałów wynikała z niewiedzy, nieumiejętności stosowania i właściwie nieznajomości produktów. Podkład wypróbowałam po raz pierwszy rok temu i od tamtej pory się z nim nie rozstaję. Pierwszy egzemplarz otrzymałam jeszcze na Meet Beauty w losowym kolorze, ale jak się okazało po wizycie w salonie Annabele - kolor był świetnie dobrany. Uwielbiam nakładać go na twarz, bo ukrywa wszystko, co mi przeszkadza, jednocześnie pozostawiając naturalny efekt! Wspaniale współpracuje z wspomnianym wcześniej kremem Vichy Idealia. 

Moja ocena: 5/5
Cena: 59,90/10 g
Anabelle Minerals recenzja

5) Indigo Nails - balsam do ciała i krem do rąk - od czasu odkrycia marki Indigo, wymagam od kosmetyków coraz więcej. Wiem, że zawsze mogą być jeszcze bardziej pachnące, jeszcze mocniej nawilżające i ładniej zapakowane! Niezależnie od tego, który produkt wybieram, nigdy się nie zawiodłam, a balsam do ciała i krem do rąk z pompką w małych buteleczkach to zdecydowanie moje hity! Nie mogę zdecydować się na jeden zapach - lubię zarówno słodki Pop Sugar, jak i Love Story, czy Matrioshkę - piękne, intensywne i nie do podrobienia! :)

Moja ocena: 5/5
Cena: ok. 22 zł/100 ml
Zdecydowanie polecam całą piątkę z zestawienia, warto przetestować i sprawdzić, czy wśród niej nie kryje się również Wasz ideał? :)

niedziela, 19 marca 2017

Azjatycka pielęgnacja z pandą ♥

Na dłuższą metę nie potrafię żyć bez blogowania, a ze względu na zaległości, jakie się tu pojawiły dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia! Jeśli doszło już do tego, że przez chwilę zastanawiałam się, jaki właściwie mam szablon na blogu, to zdecydowanie przyszedł ten etap, w którym trzeba powiedzieć temu lenistwu dość! :) Ale wymówki się skończyły - sprzęt jest, materiałów mnóstwo, a i chęci ogromne! Także kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem nowej pory roku, wracam z nową wiosenną energią! :)

Dzisiaj kilka słów o pielęgnacji prosto z egzotycznej Azji. Na naszym rodzimym rynku oczywiście nie brakuje pielęgnacyjnych hitów, ale tym razem przeważyła ciekawość za czymś odległym i nieznanym, dodatkowo wzbogaconym o element... PANDY!
Holika Holika Panda

Nie można było wybrać lepiej! Pełna uroku, zawsze zrelaksowana, ale też nie oszukujmy się - lekko leniwa i zaspana. (Nie, to nie ja -  to panda :) Czyż to nie idealna towarzyszka naszego domowego SPA? :)

W recenzji pojawią się dwa produkty z My Asia, a na pierwszy ogień pójdzie oczywiście:
Holika Holika Baby Pet Magic Mask Sheet - maseczka witaminowa w płachcie.
Holika Holika maseczka panda recenzja
Zadaniem produktu jest odżywienie skóry, przywrócenie jej naturalnego blasku i usunięcie efektu pandy (zaciemnienia pod oczami). To obietnice producenta - a jak jest po wyjęciu z opakowania? Maseczka pachnie przyjemnie, ale za nic nie jestem w stanie porównać tego aromatu do czegokolwiek innego. Woń jest bardzo delikatna, oczyma wyobraźni widzę bambusowy, deszczowy las pełen pand :)

Bawełniana płachta jest nasączona do granic możliwości, wręcz opływa w dobroczynne składniki, które raz, dwa lądują na mojej twarzy. Pierwsze miłe zaskoczenie - płachta nie jest za duża, ani za mała - idealnie dopasowuje się do kształtu twarzy. Nie opada, nie przesuwa się, oczywiście do momentu, w którym nie poczuję chęci na zjedzenie czegoś... natychmiast! :) Maseczkę zgodnie z zaleceniami producenta pozostawiłam na ok. 20 minut.
Holika Holika maska panda recenzja
Pozwólcie, że daruję sobie wstawianie zdjęcia w maseczce, a to jaką słodką Pandą jestem zostawię dla siebie :) Uwielbiam efekt po zdjęciu maseczek w płachcie, nie robię ich zbyt często, dlatego dla mnie to już element całkowitego relaksu i pielęgnacji na wysokim poziomie. A teraz efekty:

♥  Twarz była bardzo mocno odżywiona, cała substancja z maseczki szybko się wchłonęła pozostawiając miękką i nawodnioną skórę. 


♥  Cienie pod oczami stały się mniej widoczne.

Skóra w okolicach oczu stała się miękka i zregenerowana.

♥ Twarz wyglądała na mniej zmęczoną, promienną.

Nie było łatwo, od razu mówię, że nie testuję maseczek w sobotę o 12, gdzie zdążę się już wyspać i wypocząć, tylko w piątek po pracy i całym tygodniu wrażeń! Wtedy mają wyjątkowo trudne zadanie, ale też łatwiej sprawdzić, czy faktycznie działają, jak należy. I oczywiście warto zauważyć, że maseczka nie usunie całkowicie problemu zaciemnienia pod oczami, ale stopniowo pomoże sobie z nim radzić! :)

Cena: ok. 18,99/ szt. (tutaj)
Moja ocena: 5/5

Drugim produktem z azjatyckiej pielęgnacji jest:
Holika Holika Daily Garden Damyang Bamboo Soothing Cleansing Foam - pianka do oczyszczania twarzy z ekstraktem z soku z liści bambusa.
Holika Holika bambus


Jeśli etap stania się Pandą mam już za sobą, czas na bambusa!
Pianka o bardzo gęstej i zbitej konsystencji pachnie bliźniaczo podobnie, jak opisana wyżej maseczka. Po pobraniu z tubki małej ilości produktu i rozpoczęciu wcierania w skórę twarzy natychmiast zamienia się w gęstą piankę i jest gotowa do oczyszczania naszej skóry. A jak z  działaniem?

♥ Pianka powoduje wrażenie ,,usuwania" wszelkich złych składników, mocno oczyszcza skórę. Zastosowane przez producenta określenie ,,głęboko oczyszczająca" jest tu jak najbardziej na miejscu!

♥ Po jej zastosowaniu mam 100% pewności, że skóra jest wystarczająco oczyszczona.

♥ Maseczka koi i łagodzi podrażnienia skóry, pozostawia skórę miękką,

♥  Jest bardzo wydajna, a do jednorazowego użytku wystarcza mała ilość produktu.

Cena: 29,99/ 100 ml
Moja ocena: 4,5/5

Trochę żałuję, że pianka nie została wyprodukowana z opakowaniu z pompką, chociaż z drugiej strony może z tak gęstą konsystencją wcale nie byłoby to dobre rozwiązanie.

Podsumowując, pielęgnacja w towarzystwie Pandy zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Piankę włączyłam do produktów codziennego użytku, na pewno jeszcze nieraz skuszę się również na maseczkę, bo okazji do ukrycia zmęczonych oczu na pewno nie zabraknie :)

A oto zamówienie z My Asia w całości i m.in. produkt, którym jestem zachwycona - maseczka dla podróżników :)

wtorek, 24 stycznia 2017

Toruń na weekend! :)

Podróże to jedna z najważniejszych pozycji w mojej hierarchii i nie wyobrażam sobie, że mogłabym je ograniczyć lub co gorsza całkowicie z nich zrezygnować. Niedawno zdałam sobie sprawę, że zachwycając się zagranicznymi destynacjami, całkowicie zapomniałam o polskich perełkach, ale przecież nic straconego! Podczas ostatniego weekendu mój wybór padł na TORUŃ :)
Z pomocą, jak zwykle przyszedł mi Polski Bus, którym w kilka godzin i za kilka złotych dostaliśmy się do miasta. Nie wiem, jak Wy, ale ja już po kilku minutach potrafię stwierdzić, czy dane miasto przypadnie mi do gustu. Toruń zdecydowanie ma w sobie to coś, co skradło moje serce. Zaczynając od małych detali, na wielkich zabytkach kończąc.
Czerwone drzwi
W samym centrum miasta powitała nas ogromna szafa, czyli Teatr Lalek Baj Pomorski.
Spacer uliczkami Torunia to sama przyjemność, Stare Miasto zdecydowanie jedno z piękniejszych :)
Uwielbiam budynki z czerwonej cegły, a tutaj w końcu miałam ich pod dostatkiem. Do tego Staromiejski Ratusz, obecność Kopernika i magiczny klimat tworzy się sam!

Ale mój ulubiony budynek to zdecydowanie Dwór Artusa, wspaniały prawda? :)
Podróżnicy :)
Na chwilę słodkiej przerwę udaliśmy się do Pana Pączka Bez problemu trafiliśmy tam, dzięki dobrej reklamie w centrum :) Wracając do pączków - mniam! Nasze smaki to Snickers i Kinder.
Szybki wypad nad Wisłę....
Oczywiście nie obyło się bez piernikowych akcentów. Na każdym kroku trafialiśmy na piernikowe chatki, sklepy i oczywiście obowiązkowe Muzeum Toruńskiego Piernika.
Ostatnio tramwaje towarzyszą mi wszędzie :)
Kościół św. Katarzyny robi wrażenie!

Pamiętam, że podczas pierwszej wizyty w Toruniu byłam zachwycona i totalnie pochłonięta wizytą w Obserwatorium Astronomicznym. Teraz nie miałam aż tyle czasu, więc jedyną atrakcją pozostało zlokalizowane w centrum Planetarium.
Obowiązkowa wizyta przy Krzywej Wieży i próba ustania opierając się o mur i nie odrywając pięt od jej cegieł - oczywiście próba nieudana :)
Wizytę zakończyliśmy w Manekinie, bo to właśnie w Toruniu stamtąd wywodzi się sieciówka. Jedliśmy tam po raz pierwszy i naprawdę byliśmy zaskoczeni, bo oprócz pysznych naleśników trafiliśmy na cuuudowne desery :)
Jeśli wizytę w Toruniu macie przed sobą - nie zwlekajcie! Będziecie zachwyceni podobnie, jak ja :)


piątek, 23 grudnia 2016

Ekspert nawilżania - Vichy Aqualia Thermal ♥



Bohater dzisiejszego wpisu pojawił się w moim kosmetycznym świecie już dosyć dawno. Chociaż początkowo znałam go tylko pod postacią próbki, to spokojnie wystarczyło mi to aby przewidzieć jego wielkie możliwości.
I nie myliłam się - Aqualia Thermal od Vichy to zdecydowanie moje tegoroczne odkrycie

Czemu tak bardzo przypadł mi do gustu? Być może dlatego, że po prostu działa! :) Po pierwsze poradził sobie z suchymi skórkami, które są u mnie obecne przez cały rok i ciężko je całkowicie wyeliminować. Po drugie, uczucie nawilżenia pojawia się natychmiast po zastosowaniu i utrzymuje się na twarzy przez długi czas! To dla mnie szczególnie ważne teraz, kiedy nawet chwila spędzona na powietrzu działa niekorzystnie na skórę. Po trzecie uwielbiam jego konsystencję  - jak przystało na krem... kremowa :) ale jednocześnie lekka, nietłusta i nieklejąca. 
W ocenie kosmetyków zazwyczaj kieruję się pierwszym wrażeniem i prawie nigdy nie dochodzi do pomyłek. Jestem zdania, że dobry kosmetyk naprawdę można poznać po pierwszym użyciu. Po raz kolejny miałam rację – tak samo byłam zachwycona po użyciu próbki i tak samo zostało do dzisiaj po testowaniu pełnowartościowego produktu. Jego działanie widać gołym okiem!
Pierwszą porcję nawilżenia funduję mojej skórze rano, zaraz po przebudzeniu i oczyszczeniu. Mam pewność, że przed wyjściem z domu warstwa kremu zdąży odpowiednio wchłonąć. Rytuał powtarzam na krótko przed snem, po wieczornym demakijażu. Staram się odczekać chwilę przed pójściem spać, aby cała nawilżająca moc nie wylądowała na poduszce J Nie zaobserwowałam żadnych podrażnień i co ważniejsze przyzwyczajania się skóry do kremu – cały czas działa na mnie tak samo intensywnie!
To co najbardziej zaciekawiło mnie w składzie, to oczywiście woda termalna Vichy, która dzięki zawartości 15 minerałów regeneruje i przywraca naturalne pH skóry. Jej zawartość to dla mnie wystarczający dowód na to, że warto zainwestować w Aqualia Thermal. Już dawno odkryłam, że mam słabość do kosmetyków bazujących na obecności wody i gwarantującego naturalne nawilżenie – potwierdzam to i tym razem :)
Zapach kremu Vichy Aqualia kojarzy mi się z wonią morskiej bryzy, świeżej i naturalnej wody, która oczyszcza i pielęgnuje – to zdecydowanie moje nuty zapachowe. Do tego urzekło mnie pudełeczko z lusterkiem na wieczku – jak dla mnie mistrzostwo, bo nie ma wymówek, że lustra nie było pod ręką! :)
 Podsumowując: Wypróbowałam naprawdę wiele produktów, jednak zawsze pozostawało jakieś ale…Teraz nie mam wątpliwości odnalazłam swój hit w kategorii krem do twarzy! J
Cena: ok. 70 zł / 50 ml
Moja opinia: 5/5
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka