wtorek, 16 października 2018

Zachwycam się Turcją - Kapadocja

Mimo, że od powrotu z Kapadocji minęło już trochę czasu, to nadal chodzę z głową w chmurach. Ostatnio skreśliłam ze swojej listy podróżniczych marzeń kolejne państwo - Turcję! Z jednej strony zachwycił mnie jej całokształt, a z drugiej pojedyncze miejsca, takie jak Kapadocja! Położona w samym sercu Turcji, a jak już mówimy o tematach sercowych to zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia!
Dolina Miłości Kapadocja

To kraina przepełniona widokami nie do opisania! I pełna tufowych skał, które tworzą niesamowity księżycowy krajobraz. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam, aż do teraz. Zwiedzanie zaczęliśmy od miasta Uçhisar i już pierwsze zetknięcie ze skalną krainą, zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Kapadocja w Turcji
 W oddali widać zamek w Uçhisar, te skalne budowle są takie ogromne!
Zamek Uchisar

Uchisar Turcja
Wycieczka do Kapadocji
Za chwilę przenieśliśmy się trochę dalej, coraz lepiej poznając kapadocką atmosferę...
Kapadocja Turcja
Absolutnie nie mogło zabraknąć pamiątkowego magnesu, ich ilość na lodówce zwiększa się niewyobrażalnie szybko, co nie tylko mnie cieszy, ale motywuje i wzmaga apetyt na jeszcze więcej!
Wycieczka do Kapadocji

Kapdocja Turcja


Nasza wycieczka była nie lada wyzwaniem - pierwszy raz wyruszyliśmy w podróż 11-osobową grupą! Czasami rozbiegaliśmy się po całym terenie, ale przez większość czasu jednak trzymaliśmy się razem i są na to dowody! :) Poniżej nasza drużyna!
Kapadocja Turcja
Nie zwalniamy tempa! Następna w kolejce była jedna z najpopularniejszych Dolina Wyobraźni. To modne miejsce wśród tamtejszych nowożeńców, którzy na skalnym tle robią sobie pamiątkowe sesje. Pary budzą spore zainteresowanie, w końcu niecodziennie widzi się turecką panną młodą.
Wycieczka do Kapadocji
W Dolinie Wyobraźni każdy widzi dokładnie to co chce. Najpopularniejsza budowla, pierwsza z lewej na poniższym zdjęciu przedstawia ponoć dinozaura, kurę, wielbłąda... Dla mnie to ewidentnie kontur koguta znanego z Kazimierza Dolnego :) Pod wpływem różnych czynników, forma skał zmienia się, a nawet osypuje, więc za kilka miesięcy może wyglądać już całkiem inaczej!
Wycieczka do Kapadocji

Wycieczka do Kapadocji
Większość terenów jest udostępniona do bezpłatnego zwiedzania, ale do jednego z miejsc potrzebowaliśmy dodatkowego biletu - park, w którym widzieliśmy m.in. Klasztor panien.
Wycieczka do Kapadocji
Cała reszta widoków to po prostu bajka, natura zrobiła swoje, a człowiek tylko dokończył dzieła, wydrążając w skałach budowle. Co ciekawe znajduje się tam mnóstwo skalnych kościołów, które mieliśmy oczywiście okazję odwiedzić.
Kapadocja Turcja
Kapadocja Turcja

Kapadocja Turcja
Kapadocja Turcja
Kapadocja Turcja
Wycieczka do Kapadocji

Wycieczka do Kapadocji
W każdym miejscu widoki różnią się od siebie, ale są równie przepiękne! Na koniec została nam do obejrzenia Dolina Miłości, cudowne krajobrazy, które podziwialiśmy tuż przed zachodem słońca, znalazła się też chwila, aby odpocząć.
Wycieczka do Kapadocji
Kapadocja to kraina słynąca również z widoków wznoszących się w górę balonów. Niestety wszystko dzieje się wczesnym rankiem, balony ruszają przy wschodzie słońca i trzeba znaleźć dogodne miejsce, aby faktycznie było je widać. Nie skorzystałam z możliwości porannego oglądania wzlotów (i do dzisiaj sama nie wiem, czy nie ominęła mnie bardzo istotna sprawa), ale na pocieszenie udało mi się złapać jeden samotny, wznoszący się nad Kapadocją balonik. Na cenę przelotu takim balonem spuszczę zasłonę milczenia :)
Wycieczka do Kapadocji
Jeśli chodzi o kwestię organizacyjną, to wycieczkę do Kapadocji wykupiliśmy dodatkowo w polskim biurze podróży Lena i Kemal. Cóż mogę Wam powiedzieć o wrażeniach z samej organizacji - było bardzo ciekawie! Trochę za sprawą naszej 11-osobowej paczki, a trochę dzięki przewodniczce i przygodom, które towarzyszyły nam na każdym kroku. Przerywnikami w zwiedzaniu Kapadocji były wizyty w kilku tureckich punktach - fabryce onyksu, fabryce skór i sklepie z tureckimi produktami, które mogliśmy zdegustować przed zakupem. Chociaż wycieczka jest 2-dniowa i zabrała nam trochę pobytu w Alanyi, to było warto i cieszę się, ze zaryzykowaliśmy.

Jak zwykle będąc na miejscu naszła mnie refleksja, że na co dzień tak brakuje mi takiego świata, zwolnienia tempa i całkowitego odcięcia się od życiowych problemów. Wciąż zastanawiam się, dokąd tak pędzimy? Biegniemy gdzieś, dążymy do nie wiadomo czego, a w tym wszystkim ledwo starcza nam czasu na odkrycie tego, co ma nam do zaoferowania świat!
Chciałabym żyć samymi podróżami i chociaż na razie to niemożliwe, to zamierzam szukać ku temu sposobów, a nie barier! :)

środa, 10 października 2018

Czemu tęsknię za studiami na UMCS-ie?

Studenci z pewnością przesiadują właśnie na wykładzie w wielkiej auli. Jedni wracają na stare śmieci, inni dopiero rozpoczynają studencką przygodę, a ja... Tak bardzo im zazdroszczę! Studia to zdecydowanie jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Podobało mi się to połączenie nauki z wolnością i dorosłością, nawet w obliczu nadchodzącej sesji.
Lublin studia


Czemu Lublin?

Przez cały okres studiów mieszkałam z rodzicami w swoim rodzinnym mieście. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że parę lat później wyląduje na stałe w Warszawie, uznałabym to za kiepski żart. A jednak, życie układa różne scenariusze :) Wracając jednak do samego Lublina - nie wyobrażałam sobie studiów w innym mieście i nawet nie czułam takiej potrzeby. Na miejscu miałam dom, rodzinę i przyjaciół. No i kilka prestiżowych uczelni. Poza tym uwielbiałam i uwielbiam Lublin, mieszkało się tam bardzo przyjemnie i do dzisiaj czuję się tam najlepiej na świecie! Nie za duży, nie za mały, z dobrą komunikacją, dzięki której nawet przeprawa na drugi koniec miasta nie zajmuje wiele czasu. Właściwie jest w nim wszystko, niestety poza pracą... Szczególnie dla początkujących, z małym doświadczeniem. No chyba, że ktoś ma pomysł na własny biznes lub pracuje zdalnie, wtedy polecam po stokroć :)

Czemu UMCS?

Nie bez powodu Lublin nazywany jest studenckim miastem, bo ciągną do niego ludzie ze wszystkich stron Polski, a nawet z zagranicy. Do wyboru jest kilka bardzo dobrych uczelni: KUL, Politechnika Lubelska, Uniwersytet Przyrodniczy i coraz więcej prywatnych uczelni. No i UMCS, który był dla mnie właściwie jedynym i naturalnym wyborem. Od razu wiedziałam, że chcę tam studiować. Pasowało mi wszystko - lokalizacja, oferta i klimat, jaki tam panował. Nie zamieniłabym swojej uczelni na żadną inną!
UMCS Absolutorium


Jak to było?

Przez 5 lat miałam okazję studiować i na Wydziale Humanistycznym i Ekonomicznym, z każdego z nich mam bardzo pozytywne wspomnienia. Oprócz tego wzięłam udział w unijnym projekcie w efekcie czego mogłam spróbować, jak to jest studiować m.in. Prawo, Administrację i Ekonomię. Duma mnie rozpiera na myśl, że przez pierwsze 3 lata nie miałam żadnej poprawki, a każda sesja była dla mnie kolejnym celem do zrealizowania. Uwielbiałam tę całą otoczkę stosu notatek, wieczornego przesiadywania w bibliotece i chodzenia na wykłady. Wyrzuty sumienia z powodu opuszczonych zajęć ciągnęły się za mną tygodniami, a jeśli istniałyby odznaczenia: Wzorowy Student, to z pewnością powinnam takie dostać :)

Wykorzystywałam możliwości studenckiej legitymacji w 100%! Podróżowałam za grosze, korzystałam ze studenckich ofert i mimo że nigdy nie mieszkałam w akademiku, to uwielbiałam przesiadywać na miasteczku akademickim. Takiej atmosfery nie znalazłam nigdzie indziej! Oprócz tego miałam okazję wziąć udział w wielu ciekawych praktykach i stażach, poznałam wspaniałych ludzi, z którymi mam kontakt do dzisiaj,  I nigdy, ale to nigdy: nie zawiodłam się na UMCS-ie! :)
UMCS Studia opinie


5 lat i co dalej?

Uwielbiałam studenckie życie i mimo tego, że podczas studiów nie pracowałam, to wykorzystywałam ten czas maksymalnie: oprócz wiodącego kierunku, studiowałam na studiach równoległych, chodziłam na szkolenia, kursy czy konferencje. I wszystko z własnej woli, po prostu to lubiłam! Same studia, jak i wszystkie dodatkowe aktywności przydają mi się w życiu każdego dnia. Nie zgadzam się z opinią, że ten etap nie był potrzebny w życiu, wystarczyło dobrze wybrać kierunek.

Bardzo tęsknię za studenckim życiem i UMCS-em, ale cóż... Uważam to za skończony etap. Chętnie wróciłabym na zajęcia, wykłady tak z doskoku, ale na pewno nie na kolejne studia. Interesuje mnie jeszcze mnóstwo rzeczy, ale żadne dodatkowe studia, czy podyplomówki nie wchodzą w grę. (Chociaż nigdy nie mów nigdy! :) Dorosłe życie pokazało, że ponad dyplom, bardziej liczy się praktyka i doświadczenie.  Mój studencki biret spoczywa w bezpiecznym miejscu, a ja tylko zerkam nieśmiało w jego stronę i czasem nawet pozwalam sobie znowu go przymierzyć. Oprócz wspomnień pozostało mi coś jeszcze - zaszczytny tytuł Absolwenta UMCS-u! :)

poniedziałek, 1 października 2018

Pielęgnacja włosów z rzeżuchą - Element Cosmetics

Jak dobrze rozpocząć październik? Ja na przykład rozpoczynam go od zapalenia ucha, tchawicy i krtani. Brawo ja! Mam jednak nadzieję, że szybko dojdę do siebie i w pełni będę mogła cieszyć się jedną z moich ulubionych pór roku. Skupmy się na rzeczach przyjemnych, na przykład na włosach. W końcu to ostatni moment, kiedy można popracować nad ich kondycją przed zimą! 

Fakt, że moje włosy nie potrzebują bardzo wymagającej pielęgnacji, nie znaczy, że nie muszę ich traktować wyjątkowo i dostarczać im najlepszych kosmetyków. Uwielbiam testować nowości i chociaż wiem, że wiąże się z tym zawsze jakieś ryzyko, to zazwyczaj opłaca się je podjąć! Tak było i w tym przypadku - o produktach Element Cosmetics usłyszałam po raz pierwszy od Eweliny z Revelkove Love. I tak rozpoczęłam testy 3 kosmetyków z serii z rzeżuchą i węglem aktywnym: szamponu, odżywki i sprayu ochronnego.
Jak dbać o długie włosy Element Cosmetics




Szampon z węglem aktywnym - dawno nie miałam tak dobrego produktu do włosów! Uwielbiam jego zapach, uwielbiam te zawarte w nim węglowe drobinki i wierzę w ich tajemną moc, bo moje włosy po jego użyciu zawsze wyglądają idealnie! Żadnego przetłuszczania, łupieżu, czy innych niemiłych dolegliwości. Jest za to dokładne oczyszczenie i przyjemność z używania.
Element Cosmetics – wyciąg z kiełków rzeżuchy
Specjalnie przelałam go do przezroczystego naczynka, aby można było lepiej przyjrzeć się magii ukrytej w opakowaniu! :)
Odżywka do włosów - wyciąg z kiełków rzeżuchy
Już na samym początku aż chce się krzyknąć Eureka! W końcu ktoś pomyślał o odżywce z pompką! Koniec z niewygodnym odkręcaniem, kombinowaniem i brudzeniem wszystkiego naokoło, aby dobrać się do odżywki. Teraz wszystko jest pod kontrolą i to dosłownie, bo produkt naprawdę potrafi ujarzmić włosy. Umówmy się, nie mam problemów z układaniem fryzury, ale muszę przestrzegać kilku zasad właściwej pielęgnacji. Zasada nakładania odżywki jest zdecydowanie jedną z najważniejszych, a bez niej mycie włosów nie ma dla mnie żadnego sensu. 
Efekty widać właściwie od razu po wysuszeniu włosów, rozczesywanie nie sprawia kłopotu, na włosach długo pozostaje przyjemny zapach, włosy są miłe w dotyku i sypkie, a w lustrze z przyjemnością można oglądać, jak pięknie się błyszczą. Nic dodać, nic ująć, ideał!

Spray ochronny z filtrami UV - wyciąg z kiełków rzeżuchy
Początkowo odstawiłam go na przyszłość, ale postanowiłam przetestować go, kiedy rozpoczęły się tegoroczne upały. Nigdy nie przepadałam za produktami bez spłukiwania, ale ten zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył. Nie obciąża i nie skleja włosów, wręcz przyjemnie je odświeża i otula swoim przyjemnym zapachem. Do tego ten aromat - to zdecydowanie jedna z najmocniejszych stron tej serii! Zabrałam go ze sobą do Turcji i tam też spisał się znakomicie!


Podsumowując, dawno nie zdarzyło się abym była tak bardzo zadowolona ze wszystkim trzech produktów z serii. Zawsze w którymś doszukiwałam się wad, jednak tutaj nie ma się do czego przyczepić. Trio od Element Cosmetics zapewnia kompletną pielęgnację i ochronę włosów i ten zestaw jest na razie moim numerem 1. A pomyśleć, że trafiłam na niego całkiem przypadkiem...

Jedyne czego mogę się przyczepić to szczelność opakowań. Średnio zniosły podróż za granicę, ale że polityka bagażowa rządzi się czasem swoimi prawami, to jestem w stanie przymknąć na to oko :)

niedziela, 2 września 2018

Jesteśmy w Mediolanie!

Podróż do Mediolanu była dla mnie wyjątkowa z kilku powodów. Po pierwsze ponownie odwiedziłam ukochane, przepiękne Włochy. Po drugie spełniłam swoje kolejne podróżnicze marzenie o zobaczeniu stolicy mody, a po trzecie była to jedna z naszych pierwszych wycieczek z moją drugą połówką - wtedy dopiero zaczynaliśmy wspólne podróżowanie i chyba żadne z nas nie spodziewało, jaką chęć poznawania świata rozbudzi w nas ta wycieczka! ♥ Poniżej zostawiam Wam relacje do moich poprzednich włoskich odwiedzin. Jak to mówią stare, ale jare :) 

Mediolan - pierwsze skojarzenie

Zacznę od tego, z czym najbardziej kojarzył mi się Mediolan, gdy jeszcze znałam go tylko ze zdjęć. To zdecydowanie Galeria Vittorio Emanuele! Na żywo jeszcze piękniejsza i okazalsza zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Oprócz samej architektury zachwycają również ulokowane w niej sklepy najlepszych projektantów i oczywiście ceny...

Aż trudno uwierzyć, że to po prostu centrum handlowe, bo w wyjątkowo dobrym guście, bez nachalnych reklam i kolorowych wystaw. Wszystko na najwyższym poziomie!

Na zakupy do Mediolanu!

Jeśli ktoś mówi, że jeździ na zakupy do Mediolanu, to brzmi to jakby luksusowo, ale moim zdaniem każdy może mieć tego namiastkę. Widziałam mnóstwo sklepów (i to nie sieciówek), gdzie kreacje były po prostu przepiękne i unikatowe, a ceny podobne lub niższe od tych w Polsce. Myślę, że to bardzo dobry kierunek przy poszukiwaniu kreacji :)

Dla wielbicieli Primarka, też jest nie lada gratka - znajduje się on pod Mediolanem, ale można się tam dostać autobusami z centrum,. Tym razem wyjątkowo tam nie dotarliśmy.
Obok Galerii znajduje się drugi symbol Mediolanu - Duomo di Milano. Katedra okazała się przepiękna, ale i dużo niższa niż myślałam. Plac przed obiektami jest nieustannie oblegany przez tysiące turystów, więc zrobienie udanego zdjęcia graniczy z cudem. A jednak udało się! :)


W moich uszach wciąż brzmi głos lektora, który z idealnym włoskim akcentem wymawia nazwę Milano Centrale. Oto on, jeden z największych dworców w Europie. Jest naprawdę ogromny!
Kiedy między blokami zobaczyłam taką budowlę serce zabiło mi szybciej, taka mała namiastka Burj Khalifa w środku Europy zawsze jest mile widziana. A w rzeczywistości to UniCredit Torre, najwyższy budynek we Włoszech (serioooo?!) Jak widzicie Włochy to nie jest kraj drapaczy chmur.
Nie zabrakło również typowych dla włoskiego klimatu, skuterów Vespa. Gdybym tylko nie była komunikacyjnym beztalenciem, to chętnie przejechałabym się takim kolorowym cudem.
Udzielił nam się pozytywny, ale jednocześnie nieśpieszny i relaksujący klimat Mediolanu i wyruszyliśmy na spacer. Nie sposób oderwać wzrok od pięknych parków i uliczek, które co chwila zachwycają swoją naturalnością.

Dotarliśmy do Castello Sforzesco, zamki zawsze na plus! :)

Na naszej drodze pojawił się Arco della Pace, ogromny łuk triumfalny, który potem przez dłuższy czas towarzyszył naszym widokom.


Po tylu wrażeniach, przyszedł czas na uciechy kulinarne! A takich w Mediolanie nie brakuje! Poszliśmy na pyszną pizzę w sąsiedztwie łuku triumfalnego, a na deser oczywiście Gelato!
 Końcówkę dnia spędziliśmy w Parku Sempione na celebrowaniu włoskiego dolce vita :)
Obowiązkowy Aperol Spritz i cudowne chipsy z limonką i różowym pieprzem - niedawno zauważyłam, że są dostępne w Polsce! 
Duomo di Milano wygląda równie wspaniale także wieczorem! 




Nocleg w Mediolanie

Nie pozostało nam nic innego, jak tylko odpocząć po dniu pełnym wrażeń. Jak zwykle postawiliśmy na jedną z najtańszych opcji znalezionych na Bookingu. Wybraliśmy The Best Hotel położony niedaleko głównego dworca Milano Centrale. Hotel jest często polecany i możecie zarezerwować go również na stronie hotele.itaka.pl
Widok z naszego balkonu. Wygląda na bardzo oddalony od miasta, ale spokojnie. W Mediolanie na każdym kroku jest coś do odkrycia,a spacer do najważniejszych atrakcji zajmuje kilka minut! 
Słoneczny dzień błyskawicznie zmotywował nas do spaceru po mieście. Wyruszyliśmy na poszukiwanie wieżowca Torre Velasca. Uwielbiam takie budynki, a on zdecydowanie wyróżnia się na tle panoramy Mediolanu.
Dotarliśmy też do Uniwersytetu Mediolańskiego, ciekawe jak to jest uczyć się i zdawać sesję w takich okolicznościach? :)



Czego, jak czego, ale kościołów zdecydowanie tam nie brakuje!


Mediolan Naviglio - namiastka Wenecji? 

Oprócz rozsławionych budowli, w Mediolanie zachwyciły mnie kanały niczym z Wenecji. W połączeniu z piękną pogodą, wąskie uliczki i woda prezentowały się wręcz bajkowo! 

Uwielbiam to miejsce! :)

Zawsze znajdzie się chwila na przekąszenie czegoś włoskiego, szczególnie jeśli jest to Arancini, czyli smażona ryżowa kulka z pysznym nadzieniem.
Na koniec jeszcze jedna wizyta na Piazza di Duomo i niestety wracamy... 


Facebook

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka