Strony

środa, 16 października 2019

Szeptacz - Alex North - Muza

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem...

To zdecydowanie mój ulubiony cytat z Szeptacza i poniekąd jego najlepsze podsumowanie, które nie tylko pojawia się w trakcie powieści jeszcze wiele razy, ale też nie sugeruje zbyt wiele przyszłemu czytelnikowi o tym, czego możemy spodziewać się w książce.



Dokładnie dzisiaj, Szeptacz ma swoją premierę i cieszę się, że mogłam poznać tę historię na chwilę przed oficjalną datą sprzedaży. 

Szeptacz opowie Ci o...
...relacji ojca z synem, po stracie matki. Przeprowadzka do Featherbank wydawała się przełomem w ich życiu, a samo miasteczko idealnym miejscem do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Nic nie jest jednak tak proste, jak wydaje się na początku. Mroczna przeszłość, zagadki, które wciąż nie pozostały rozwiązane i seryjny zabójca - tak, to właśnie Szeptacz, reprezentujący bardzo kreatywną formę wabienia ofiar, a mianowicie szeptania pod oknami. Jego sprawa powraca i nikt nie może się czuć bezpieczny...

Nie jestem zwolenniczką opasłych książek i przez chwilę miałam wrażenie, że można było przyśpieszyć trochę akcję, ale nie! Kiedy myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy i domyślam się zakończenia, akcja popędziła w tak odmiennym kierunku, że muszę zwrócić honor - warto napisać o 100 stron więcej, chociażby tylko po to, aby zaskoczyć czytelnika i udowodnić mu, że zanim nie przeczyta ostatniego zdania w książce, to może się po niej spodziewać naprawdę wszystkiego.

Celowo nie czytałam tej książki w nocy, bo jestem pewna, że byle jaki szmer wytrąciłby mnie z równowagi. W dzień wcale nie jest bezpieczniej, ale Wydawnictwo Muza zadbało o moje bezpieczeństwo dostarczając mi razem z książką parę zatyczek do uszu, co za pomysł! 


Cóż mogę Wam więcej powiedzieć o Szeptaczu? To jedna z tych książek, które czytają się same. Wydawało się, że dopiero zaczęłam czytam, po czym za chwilę znalazłam się w połowie, a jeszcze za chwilę byłam już o kilkadziesiąt stron dalej. Akcja nie zamiera ani na chwilę i dzieję się naprawdę wiele. Nie chcę o tym opowiadać, a w sumie nawet nie umiem, takich historii nie przekazuje się niczym podczas zabaw w głuchy telefon. Trzeba samemu poznać je od początku do końca i zrozumieć. 

Nie śmiałabym już drzwi nie zamknąć w porę...

piątek, 6 września 2019

Zatrzymaj aromat wakacji - Sexy Amber Michael Kors


Można jechać na urlop o każdej porze roku, ale musicie przyznać - wakacje mają w sobie coś niesamowitego. Coś, co sprawia, że przez cały rok czekamy na lipiec, sierpień i wrzesień nawet jeśli szkołę i studia dawno mamy za sobą i nie możemy korzystać już z pełni wakacyjnych praw...

Wakacyjne wyjazdy mijają błyskawicznie, ale zawsze staram się zrobić wszystko, aby zatrzymać lato i słoneczne wspomnienia jak najdłużej! Wakacyjne migawki uchwycone podróżniczym okiem, playlista z najlepszymi przebojami i ulubiony zapach, który w jednej chwili potrafi przywołać najpiękniejsze wspomnienia! :)

Michael Kors Sexy Amber tylko w Douglas

Mój letni faworyt to niezmiennie od kilku lat: Sexy Amber od Michaela Korsa

Połączenie ambry, drzewa sandałowego, mchu z pomarańczami, mandarynkami i białymi kwiatami - czy może być coś piękniejszego? Dla mnie to aromat, w którym intensywność podróży łączy się z lekkością wakacyjnych chwil. Do tego niezwykle tajemniczy i raczej mocny i wyróżniający - dokładnie taki, jak lubię! :)

Już nie raz i nie dwa nacięłam się na podróbki, których jak wiadomo jakość jest naprawdę żadna. Braki w aromatach wakacji uzupełniam w perfumeriach Douglas, które mają wyłączność na perfumy tej marki. I przyznam, że Sexy Amber ma poważną konkurencję, bo podczas ostatnich zakupów zauroczył mnie inspirowany podróżą Wonderlust oraz Twilight Shimmer - mój nos mnie zawiódł, okazuje się, że w środku  kryje się najlepszy zapach na świecie - przepiękny Oud 
Kolejne lato i kolejny wakacyjny wyjazd powierzam Sexy Amber i liczę, że do kolekcji dołączą kolejne wspomnienia! Piątek może oznaczać tylko jedno - świat jest zbyt duży, aby ciągle przebywać w jednym miejscu! :)

niedziela, 11 sierpnia 2019

Co zobaczyć w Mińsku? Bibliotekę Narodową! ♥

Będąc w Mińsku, często zastanawiałam się, czy faktycznie jestem na Białorusi, a nie przypadkiem w jednej ze stolic Unii Europejskiej. Dotychczas miałam całkiem odmienne wyobrażenie tego kraju, więc nie raz i nie dwa, zaskoczył mnie bardzo, ale to bardzo pozytywnie! Jako mol książkowy, kilka zachwytów kieruję ku architekturze Biblioteki Narodowej w Mińsku - zasłużenie zwanej białoruskim diamentem!
Biblioteka Narodowa w Mińsku


Obiekt znajduje się tuż przy stacji metra Uschod - pierwsze spojrzenie i przed siebie!

Co zobaczyć w Mińsku



Przed wejściem wita nas Franciszek Skaryna, prekursor piśmiennictwa białoruskiego.

Co zobaczyć w Mińsku

Co zobaczyć w Mińsku


Niewiele potrzeba do szczęścia, a szczególnie jeśli obracamy się w temacie książek! 

Co zobaczyć w Mińsku

Co zobaczyć w Mińsku


Co prawda na wejście do środka było już za późno, ale za to nic nie stanęło na przeszkodzie, aby wejść na dach i taras widokowy
Co zobaczyć w Mińsku

Za 3,5 rubla jedziemy windą i lądujemy na wysokości, skąd roztacza się widok na całe miasto. Nie uświadczymy tu wielkich wieżowców, za to po raz kolejny ład i porządek! Do tego przepiękne fontanny i zachód słońca
Co zobaczyć w Mińsku


Co zobaczyć w Mińsku

Co zobaczyć w Mińsku

Co zobaczyć w Mińsku



Obok biblioteki znajduje się m.in. park, rzeka, wiec już sobie wyobrażam, jak wspaniale musi być tam piknikować przy książce, ach! Po zmroku bryła biblioteki staje się jeszcze bardziej magiczna, bo świeci kolorowymi światłami, niekiedy tworząc imponujące kompozycje! 
Coś pięknego! Jeśli zastanawiacie się, co warto zobaczyć w Mińsku - Biblioteka Narodowa obowiązkowo musi znaleźć się na Waszej liście!

Co zobaczyć w Mińsku


niedziela, 4 sierpnia 2019

Mój Dubaj ♥ Palm Jumeirah + Hotel Atlantis

Po raz kolejny wracam myślami do Dubaju - odwiedzenie tego miejsca było jednym z moich największych marzeń, równie dużych jak zaskoczenie, że tak szybko udało się je zrealizować! Jednak warto głośno mówić o swoich pragnieniach! 
Tu też jest pięknie!


Tym razem udajemy się prosto na Palm Jumeirah - jedną ze sztucznie usypanych wysp.
Podróż tramwajem to najlepszy pomysł, aby przedostać się na Palmę, a przy okazji podziwiać cudowne widoki za oknem. W oddali widać Marinę w Dubaju, po wjeździe na palmową drogę mijamy już tylko hotele i wille, z których większość ma dostęp do prywatnych plaż. Wśród właścicieli jest wiele światowych gwiazd, no i jakoś wcale im się nie dziwię! To będzie moja pierwsza inwestycja po wygranej w Lotto :)
Oczywiście na początku wagoniku, z widokiem na Hotel Atlantis The Palm. Chociaż i tak kończy się na tym, że wszyscy biegają po tramwaju, bo każdy chce mieć najlepsze widoki albo najlepsze zdjęcie :) Tramwaj jest oczywiście bezzałogowy!



Koniec jazdy i wysiadka!

Palmy, morze, słońce - nie będę protestować, wysiadam i pędzę pod Hotel Atlantis, bo nie uwierzę dopóki nie zobaczę! :)
A więc istniejesz naprawdę! - ta myśl towarzyszyła mi podczas wyjazdu praktycznie przez cały czas. Ciężko było mi uwierzyć, że te wszystkie miejsca znane mi z folderów biur podróży, reklam i inspiracji są na wyciągnięcie ręki. Hotel Atlantis The Palm faktycznie robi wrażenie, jest ogromny, piękny i nawet chwilowa wizyta we wnętrzu utwierdziła mnie w przekonaniu, że to bardzo high, high life :) 



Dla mnie to jest totalnie nierealne i równie bajeczne. Wymarzyć sobie wyspę w kształcie palmy, usypać ją na wodzie i jeszcze zbudować na niej całą infrastrukturę, w tym takiego kolosa jak Atlantis The Palm. Jeśli chodzi o Dubaj, to już nic mnie zdziwi 


To właśnie wspomniany wcześniej tramwaj, którym dostaliśmy się na wyspę.


Niestety czas się nie zatrzymał, nad Atlantisem pojawił się księżyc, a my udaliśmy się w drogę powrotną do centrum Dubaju...


Ciekawe, kto zajmował najdroższy apartament? :)

Bilet na palmowy tramwaj, niestety do zwrotu podczas podróży powrotnej.



Wierzcie mi, że to jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, jakie widziałam, taki którego się nie zapomina nigdy! 
Smutek powrotu chociaż trochę osłodził widok na oświetloną Marinę, na którą z resztą poszliśmy się pocieszyć :)


I jeszcze raz palma złapana podczas lotu - niemożliwe, a prawdziwe! 




Czy warto jechać na Palm Jumeirah?
No ba, a czy jest jakieś miejsce w Dubaju, które można pominąć? :) 

piątek, 2 sierpnia 2019

Jak to jest z tym szczęściem w miłości? :)

Trzymam w rękach książkę Szczęście w miłości i dla mnie to kolejny dowód na to, że autorka Joanna Godecka naprawdę zna się na rzeczy. A dokładniej mówiąc na emocjach, zachowaniach i przede wszystkim na ludziach! Ale zanim Wam o niej opowiem...
Szczęście w miłości Wydawnictwo Muza



Szczęście na okładce

Tylko spójrzcie na okładkę! Fala zachwytów należy się też okładce, bo jeśli to właśnie po niej miałabym ocenić książkę, to bez wątpienia ściągnęłabym ją z półki. To zdecydowanie moje kolory i wierzę, że kolor fuksjowy ma naprawdę pozytywny wpływ na otoczenie! Taka powinna być okładka książki o miłości - pałająca szczęściem już z daleka!

Zacznijmy od początku

Na początku zastanawiałam się, czy w ogóle potrzebuję takiej pozycji w swojej biblioteczce. Teraz wiem, że tak! I myślę, że każdy z nas powinien ją przeczytać! Mało kto otwarcie mówi o swoich uczuciach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby poukładać je we własnej głowie. Autorka od razu uprzedza, że nic nie zdziałamy, jeśli w pierwszej kolejności nie pokochamy siebie, więc jeśli nie możecie pochwalić się samoakceptacją, to przed Wami jeszcze długa droga...
Szczęście w miłości Wydawnictwo Muza


Znowu to samo

Nie zdziwcie się, jeśli podczas lektury Szczęścia w miłości, będziecie mieli wrażenie, że nie tylko jest o Was samych, ale opisuje historie co najmniej kilku Waszych znajomych. Byłam zdziwiona, jak wiele z przytoczonych wzorców postępowań odnalazłam w swoim otoczeniu. Sporo miejsca poświęcone zostało również uprzedzeniom, błędom które popełniamy w relacjach z pełną świadomością, ale i całkiem przeciwnej sytuacji - kiedy ignorujemy czerwoną lampkę, a strzała Amora całkowicie odbiera nam zdolność logicznego myślenia.


Sztuka randkowania

Och, uwielbiam ten rozdział! Powinien zostać oficjalnym przewodnikiem dla wszystkich wyruszających na pierwszą randkę i rozpoczynających internetowe poszukiwania. Gotowa recepta na sukces czeka na Was na półce! :)
Szczęście w miłości Wydawnictwo Muza

Trudne sprawy

Joanna Godecka nie boi się zahaczyć o trudny temat rezygnacji z siebie. Nie potrafię sobie wyobrazić, że miałabym zrezygnować dla kogoś ze swojego dotychczasowego życia, zainteresowań, pasji, chociaż dla wielu osób wcale nie jest to takie oczywiste. Chociaż ten temat to pikuś przy obecnych w książce zagadnieniach dotyczących rutyny, zdrady i rozstania. To smutne, że wciąż tak wiele ludzi jest zamkniętych na relację z drugim człowiekiem, a z drugiej strony jak może być inaczej, skoro jest to poniekąd temat tabu, o którym wciąż za mało się mówi. Dobrze, że chociaż się o nim pisze! :)
Szczęście w miłości Wydawnictwo Muza

Podsumowując...

Dzięki Szczęściu w miłości dowiedziałam się o sobie naprawdę sporo. Tak, jak na początku miałam wątpliwości, czy aby na pewno potrzebuję tego typu porad, tak teraz jestem wdzięczna, że trafiła w moje ręce. Wyciągnęłam z niej sporo lekcji i zamierzam do nich często wracać.

Na 348 stronach znajdziecie wszystko czego potrzeba, kolejne kroki należą już do Was. Najlepiej zacznijcie od odpowiedzi na moje ulubione pytanie z książki:
Zapytaj siebie, czego potrzebujesz do szczęścia właśnie dzisiaj? :)


Facebook

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka