Strony

piątek, 31 maja 2019

Gdynia Orłowo - odkrywam na nowo!

Każdego tygodnia scenariusz jest praktycznie ten sam. Jeśli spotkasz mnie w piątek po południu, to wielce prawdopodobne, że będę biegła gdzieś z walizką. Bo każde rozpoczęcie weekendu jest dla mnie równoznaczne z rozpoczęciem kolejnej cudownej podróży!

Uwielbiam te weekendowe ucieczki, podczas których mogę odkrywać nowe niesamowite miejsca w Polsce i na świecie, a także schronić się w dobrze znanych mi zakątkach i całkowicie odciąć się od świata. Pokazywałam Wam Gdynię Orłowo już nie raz, bo uwielbiam tam wracać! Niezmiennie cicha i nostalgiczna okolica, którą polecam szczególnie na weekendowy wypad nad Bałtyk. Tylko nie wszyscy na raz, bo to miasto nie jest gotowe na tłumy! :)

Magiczna Gdynia Orłowo

  • Swoje pierwsze kroki zawsze kieruję na orłowskie molo. Co prawda mniejsze niż to w Sopocie, ale za to z gwarancją dużej przestrzeni tylko dla siebie!


  • Zazwyczaj wsłuchuję się w szum fal, ale tym razem Bałtyk był wyjątkowo spokojny.

  • Wszystko co najważniejsze w Orłowie, można zmieścić na jednym zdjęciu: molo, a w tle najlepsze restauracje i kawiarnie, opuszczone sanatorium i klif. No i oczywiście to zadowolenie i triumf w mojej podróżniczej duszy - widać? :)


  • Do przyjemności należy oczywiście spacer po całkiem sporej plaży.


Klif orłowski

  • Między molo a drogą do klifu jest tylko kilka minut drogi, nie ma opcji aby pominąć taką atrakcję! Przy okazji można uzupełnić kolekcję nadmorskich zdobyczy.




  • No i to jest dopiero widok! Niczego więcej mi nie potrzeba! :) 
  • Przerwa na jedzenie! Naszą tradycją stały się przerwy w Tawernie Orłowskiej. Mają naprawdę pyszne jedzenie i to niezależnie od tego, czy traficie na śniadanie czy obiad, bo zawsze jest smacznie! Mój dorsz z pieca "Pomuchel" macerowany musztardą dijon!
  • Najedzona, zadowolona i natchniona pozytywną morską energią - mogę odpływać! 


  • A jeśli jeszcze wahacie się nad wizytą w Orłowie, to naprawdę nie ma nad czym, będziecie zachwyceni odkrywając to cudowne miejsce! 

piątek, 10 maja 2019

KRUJA - mój albański raj ♥

Wróciłam! Wróciłam z cudownej albańsko-macedońskiej majówki. Nie jest łatwo i mimo tego, że zaraz minie tydzień od powrotu, to codziennie budzę się z nadzieją, że zaraz otworzę oczy i ujrzę nasz przytulny hotelowy pokoik z widokiem na morze. Okładam rozpakowanie ostatniej walizki, jakby to miało mi pomóc w przedłużeniu wspomnień. I do tego najzwyczajniej w świecie po prostu tęsknię za Albanią i jej zakątkami!
Zacznę od miejsca, które wyjątkowo przypadło mi do gustu. Jeśli miałabym rzucić wszystko i wyjechać, to przysłowiowe Bieszczady zastąpiłaby właśnie KRUJA. Miasto leży w samym sercu Albanii na wysokości 600 m n.p.m u podnóża góry Sarisalltikut. Komu chciałoby się tam mnie szukać? :)


Kruja - dojazd

Ze względu na lokalizację miasta, nie jest to najłatwiejsze. My polegaliśmy wyłącznie na organizacji naszego biura Rego-Bis. Najpierw dojechaliśmy do miasta autokarem i już na pierwszym etapie widoki były zachwycające! 

Na powyższym zdjęciu możecie dostrzec żółty domek - tam wysoko, wysoko, na samym szczycie! Tam spotykają się bektaszyci - albańscy muzułmanie.

Do samego celu dojechaliśmy małymi busami, wysiadka pod Hotelem Panorama i można ruszać na Kruję! Co do samego hotelu, to uchodzi za bardzo prestiżowe miejsce, w którym organizowane są m.in. spotkania polityków.
Czy może być jeszcze lepiej? Tak, może! Kruja jest niesamowicie piękna!




Muzeum Skanderberga

Jedną z głównych atrakcji jest muzeum poświęcone albańskiemu przywódcy Skanderbergowi, otwarte w 1972 roku.

Oprócz eksponatów, ogromne wrażenie robi taras, z którego jest cudowny widok na Kruję!


To już jest przegięcie! Pozytywnie zazdroszczę ludziom, którzy mają takie widoki na co dzień.

Wracając do zwiedzania, to o ile lubicie muzea - tak, jak ja - to na pewno przypadnie Wam do gustu. Jest wiele szczegółów, dzięki którym można lepiej poznać historię Albanii i bohatera narodowego.




Nie pogardziłabym takim stanowiskiem! :)
 I oczywiście znaczki, które wciąż zbieram!

Przez kilka dni w Albanii zdążyłam się już przekonać, że nie można być pewnym pogody. Raz świeci słońce, aby za chwilę całkiem niespodziewanie schować się i ustąpić miejsce paskudnym chmurom i ulewie. Po wyjściu z muzeum zastaliśmy smutne i ponure niebo.



To dobry moment na przerwę i poszukiwanie regionalnych dań!






Restauracja - Kruja

Wybraliśmy przytulną knajpkę położoną przy głównym deptaku i to był bardzo, ale to bardzo dobry wybór!


Powiadam Wam, że to było jedno z lepszych mięsnych dań, jakie jadłam w życiu! To kebab podany w specjalny sposób, dzięki czemu cały czas utrzymywał ciepło. Może danie nie jest zbyt fotogeniczne, ale smakiem nadrabia!
I znowu wyszło słońce! Na ostatnim etapie wycieczki przyszedł czas na zakupy!

Na głównym deptaku jest mnóstwo stoisk z pamiątkami. Tak naprawdę kupicie tu wszystko, ale największą popularnością cieszą się magnesy, regionalne stroje, nakrycia głowy i wszelkie wyroby ceramiczne. Jest w czym wybierać, ale ja pozostałam wierna magnesom :)



Naprawdę pokochałam to miejsce! Czułam się w nim tak wspaniale, że wcale nie chciało mi się wracać. Po ostatnim spacerze albańskim deptakiem załapałam się jeszcze na lody z pysznej Gelaterii...
 ... I ostatnie promienie słońca oświetlające Kruję.
Kruja - czy warto jechać na wycieczkę?

Jeśli ktoś z Was będzie stał przed wyborem, to nie wahajcie się ani chwili. Nawet nie wiem do czego porównać te widoki, to po prostu trzeba zobaczyć!


Facebook

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka