niedziela, 4 lutego 2018

Nadmorski weekend - Gdynia Orłowo

Bardzo dobrze pamiętam, jak jeszcze kilkanaście lat temu z niecierpliwością odliczałam dni do kolejnych wyjazdów nad morze. Teraz odwiedzam nadmorskie okolice o wiele częściej, ale wciąż mam z tego tyle samo, a może nawet więcej radości, bo... po prostu uwielbiam Bałtyk, który zimową porą ma w sobie równie tyle samo uroku, co latem! ♥ Dlatego w jeden z  weekendów wyruszyliśmy do Gdyni Orłowo! 
To moja druga wizyta w tym miejscu i zupełnie nie wiem, jak to się stało, że odkryłam je dopiero niedawno. Całkiem odmienne niż pozostałe części Trójmiasta, ciche, spokojne i bardzo relaksujące.
  • Wizytę rozpoczęliśmy od spaceru na molo, skąd można podziwiać widok na najbardziej rozpoznawalne elementy miasta: klif, Domek Żeromskiego, Tawernę Orłowską oraz upuszczone sanatorium na klifie.
  • Byłam zdziwiona, bo na plaży było mnóstwo ludzi i nie brakowało miłośników nadmorskich spacerów :) Molo nie jest duże, ale dzięki swojej kameralności ma niepowtarzalny urok, mogłabym wpatrywać się z niego w morze godzinami! 
  • Tego dnia było wyjątkowo ciepło, a morze najspokojniejsze, jakie widziałam! Żadnych fal, tylko cisza i spokój, coś pięknego!


Weekend nad morzem



  •  A teraz prosto w stronę klifu! 
  • Dzięki ładnej pogodzie błyskawicznie weszliśmy również na górę, gdzie widoki są zdecydowanie najlepsze! Im wyżej, tym piękniej! ♥
  • Na szczęście nie mam lęku wysokości i lubię obserwować wszystko z jak najlepszej perspektywy. Przy robieniu poniższych zdjęć minę mam średnią, bo właśnie zobaczyłam drzewo osuwające się z klifu :)
  • Po zejściu z klifu wyruszyliśmy spacerem w stronę Sopotu!

  • Gdybyście widzieli, ile ludzi było na sopockim molo, prawdziwe tłumy! Dlatego zamiast przepychania się, rozpoczęliśmy poszukiwania naszego nadmorskiego obiadu. Początkowo mieliśmy w planie wizytę w sopockim Barze Przystań, ale nie było mowy o wolnym miejscu, do tego zniechęciła nas całkiem spora kolejka. Wstąpiliśmy po drodze do kilku lokali, ale oferta żadnego z nich jakoś specjalnie nas nie zachęciła. Aż tu nagle, zupełnie przypadkiem wyrosła przed nami reklama i zaryzykowaliśmy! :) 
Trafiliśmy do Restauracji ,,U Claaszena" na ul. Księcia Poniatowskiego 8 
  • Skusiliśmy się na przepyszną zupę rybną - jadłam ją po raz pierwszy i oczywiście drugie danie również  z rybą w roli głównej! Myślałam, że to koniec naszej uczty, ale czekał na nas jeszcze serniczek na koszt firmy! Nie mogło być lepiej :)
Zupa rybna, ryba,
  • Jak dobrze, że w tej Przystani nie było miejsca! Dzięki temu odkryliśmy dużo lepsze jedzenie i to w bardziej przytulnej restauracji, a dodatkowo za naprawdę przystępną cenę! Jak dobrze, że trafiamy na takie przypadki, bo lepiej nie mogliśmy wybrać! Pyszności!
  • Najedzeni i zadowoleni wyruszyliśmy na spacer po Monciaku, załapaliśmy się jeszcze na świąteczną iluminację i czas naszej wyprawy dobiegł końca! 
Jak zwykle za nasz transport odpowiadał Polski Bus, którym wróciliśmy połączeniem z Gdańska do (pełnej smogu) Warszawy. Ale ja tam już tęsknie za Orłowem! 

3 komentarze :

  1. Moja rodzinka była w zeszłym roku nad morzem, ale trafili na fatalną pogodę i źle wspominają ten wyjazd. Ja wolę góry :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie:) ja mam trochę lęk wysokości, więc pewnie bym tam leżała ze strachu:D nad naszym morzem jeszcze nie byłam, mam nadzieję, że w tym roku uda mi się to zmienić:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj z chęcią wybrałabym się nad morze zimą :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka