Cherry Blossom NOU - czy to zapach lata?

Cherry Blossom NOU - czy to zapach lata?

Jest kilka kategorii kosmetyków, do których mam wielką słabość. I jedną z nich są wszelkie produkty zapachowe! Uwielbiam perfumy, wody toaletowe, mgiełki, dzięki którym możemy stworzyć wokół siebie niepowtarzalną atmosferę i dopasować aromat do nastroju!

Ostatnio, do mojej kolekcji zapachowej dołączyła woda toaletowa Cherry Blossom od NOU.

Perfumy na lato


Zapach Cherry Blossom kojarzy mi się właśnie z początkiem lata - jednocześnie lekko nieśmiały, ale też świeży i naturalny, a czym dokładnie pachnie Cherry Blossom?
Perfumy na lato

  • nuta głowy: peonia i brzoskwinia
  • nuta serca: kwitnąca wiśnia, jaśmin, róża, fiołek
  • nuta bazy: piżmo, drzewo
Na prowadzenie, zgodnie z nazwą, wybija się kwitnąca wiśnia, a gdzieś w tle wyczuwam również brzoskwinię
Perfumy na lato

Warto poświęcić chwilę nad zachwyt nad opakowaniem, które według mnie jest malutkim dziełem sztuki! :) Na matowym pudełku widać czereśnie w pięknym , naturalnym otoczeniu. Co prawda do czarnej faktury pudełka przyczepiają się wszelkie paproszki, ale kto by się tym przejmował - jest piękne! :)
Zapach na lato


Moja opinia: Cherry Blossom jest zapachem lekkim i przyjemnym. Niestety u mnie, zapach utrzymuje się dużo krócej niż bym tego chciała. Przy codziennym użytkowaniu wyczuwałam go maksymalnie do 2-3 godzin, potem tracił na sile lub całkowicie się ulatniał. Jestem zwolenniczką dużo mocniejszych i utrzymujących się przez cały dzień aromatów. Przed zakupem koniecznie sprawdźcie zapach testera, być może przypadnie Wam do gustu, jeśli jesteście fankami lekkich i zwiewnych zapachów :)

Produkt jest bardzo łatwo dostępny, znajdziecie go m.in. w Rossmannie

Cena: ok. 70 zł/ 50 ml w sieci Rossmann (aktualnie w promocji za 50 zł)

*Produkt otrzymany w ramach testów O-You
Igrzyska Europejskie w Mińsku - jak było?

Igrzyska Europejskie w Mińsku - jak było?

Organizacja II Igrzysk Europejskich w Mińsku, była jednym z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się na podróż do stolicy Białorusi właśnie teraz! Co prawda Igrzyska jeszcze trwają, ale dla nas sportowa przygoda już się zakończyła :)
Lesik Mińsk

Mińsk Dynamo Stadion


Mińsk podczas Igrzysk
Byłam pod wrażeniem wzorowej organizacji tak wielkiego przedsięwzięcia. Mnóstwo punktów informacyjnych zlokalizowanych na całym mieście, pomocna obsługa. Mimo wcześniejszych obaw, ani przez chwilę nie czułam się w Mińsku nieswojo. Nie brakowało też odpowiednich zabezpieczeń, ani kontroli osobistych, ale dzięki temu byłam o wiele spokojniejsza. Nawet mimo wzmożonego napływu turystów, miasto było świetnie przygotowane i nie było widać żadnych niedociągnięć. 


Przed Dinamo Stadium - to jeden z najpiękniejszych stadionów, jakie widziałam! Zgrabnie połączyli klasykę z nowoczesnością i moim zdaniem wyszło idealnie. To tutaj odbyła się cała ceremonia rozpoczęcia igrzysk. 

Dinamo Stadion w Mińsku

Dinamo Stadium w Mińsku



 Wejście od drugiej strony też robi wrażenie! 
Dinamo Stadium Mińsk
Mińsk bez wizy
Bo przy okazji Igrzysk, to właśnie bilet na Igrzyska zastępował wizę! :) Cudowne udogodnienie, dzięki któremu odeszło sporo formalności i można było w pełni skupić się na poznawaniu Białorusi! 


Idziemy na Igrzyska!
Wszystko profesjonalnie przygotowane, Lis Lesik obecny w każdym ważnym punkcie.
 A my zmierzamy prosto na wybraną przez nas dyscyplinę, czyli...

S A M B O! To połączenie techniki judo z zapasami. Oglądało się bardzo przyjemnie i wciągnęłam się w ten spektakl bardzo szybko. Ciekawie było obserwować reprezentantów występujących w mojej wadze :) 





Wrażenia
Wyłącznie pozytywne! Dopisała zarówno publiczność, zawodnicy, jak i organizacja - wszystko na duży plus! Atmosfera na trybunach, jak i na całym terenie imprezy, była niesamowita i bardzo się cieszę, że trafiliśmy na Białoruś właśnie w czasie Igrzysk. Cały ten wyjazd był wspaniały i nigdy nie spodziewałabym się, że pobyt w tym kraju, tak pozytywnie mnie zaskoczy! :)


Gdynia Orłowo - odkrywam na nowo!

Gdynia Orłowo - odkrywam na nowo!

Każdego tygodnia scenariusz jest praktycznie ten sam. Jeśli spotkasz mnie w piątek po południu, to wielce prawdopodobne, że będę biegła gdzieś z walizką. Bo każde rozpoczęcie weekendu jest dla mnie równoznaczne z rozpoczęciem kolejnej cudownej podróży!

Uwielbiam te weekendowe ucieczki, podczas których mogę odkrywać nowe niesamowite miejsca w Polsce i na świecie, a także schronić się w dobrze znanych mi zakątkach i całkowicie odciąć się od świata. Pokazywałam Wam Gdynię Orłowo już nie raz, bo uwielbiam tam wracać! Niezmiennie cicha i nostalgiczna okolica, którą polecam szczególnie na weekendowy wypad nad Bałtyk. Tylko nie wszyscy na raz, bo to miasto nie jest gotowe na tłumy! :)

Magiczna Gdynia Orłowo

  • Swoje pierwsze kroki zawsze kieruję na orłowskie molo. Co prawda mniejsze niż to w Sopocie, ale za to z gwarancją dużej przestrzeni tylko dla siebie!


  • Zazwyczaj wsłuchuję się w szum fal, ale tym razem Bałtyk był wyjątkowo spokojny.

  • Wszystko co najważniejsze w Orłowie, można zmieścić na jednym zdjęciu: molo, a w tle najlepsze restauracje i kawiarnie, opuszczone sanatorium i klif. No i oczywiście to zadowolenie i triumf w mojej podróżniczej duszy - widać? :)


  • Do przyjemności należy oczywiście spacer po całkiem sporej plaży.


Klif orłowski

  • Między molo a drogą do klifu jest tylko kilka minut drogi, nie ma opcji aby pominąć taką atrakcję! Przy okazji można uzupełnić kolekcję nadmorskich zdobyczy.




  • No i to jest dopiero widok! Niczego więcej mi nie potrzeba! :) 
  • Przerwa na jedzenie! Naszą tradycją stały się przerwy w Tawernie Orłowskiej. Mają naprawdę pyszne jedzenie i to niezależnie od tego, czy traficie na śniadanie czy obiad, bo zawsze jest smacznie! Mój dorsz z pieca "Pomuchel" macerowany musztardą dijon!
  • Najedzona, zadowolona i natchniona pozytywną morską energią - mogę odpływać! 


  • A jeśli jeszcze wahacie się nad wizytą w Orłowie, to naprawdę nie ma nad czym, będziecie zachwyceni odkrywając to cudowne miejsce! 
KRUJA - mój albański raj ♥

KRUJA - mój albański raj ♥

Wróciłam! Wróciłam z cudownej albańsko-macedońskiej majówki. Nie jest łatwo i mimo tego, że zaraz minie tydzień od powrotu, to codziennie budzę się z nadzieją, że zaraz otworzę oczy i ujrzę nasz przytulny hotelowy pokoik z widokiem na morze. Okładam rozpakowanie ostatniej walizki, jakby to miało mi pomóc w przedłużeniu wspomnień. I do tego najzwyczajniej w świecie po prostu tęsknię za Albanią i jej zakątkami!
Zacznę od miejsca, które wyjątkowo przypadło mi do gustu. Jeśli miałabym rzucić wszystko i wyjechać, to przysłowiowe Bieszczady zastąpiłaby właśnie KRUJA. Miasto leży w samym sercu Albanii na wysokości 600 m n.p.m u podnóża góry Sarisalltikut. Komu chciałoby się tam mnie szukać? :)


Kruja - dojazd

Ze względu na lokalizację miasta, nie jest to najłatwiejsze. My polegaliśmy wyłącznie na organizacji naszego biura Rego-Bis. Najpierw dojechaliśmy do miasta autokarem i już na pierwszym etapie widoki były zachwycające! 

Na powyższym zdjęciu możecie dostrzec żółty domek - tam wysoko, wysoko, na samym szczycie! Tam spotykają się bektaszyci - albańscy muzułmanie.

Do samego celu dojechaliśmy małymi busami, wysiadka pod Hotelem Panorama i można ruszać na Kruję! Co do samego hotelu, to uchodzi za bardzo prestiżowe miejsce, w którym organizowane są m.in. spotkania polityków.
Czy może być jeszcze lepiej? Tak, może! Kruja jest niesamowicie piękna!




Muzeum Skanderberga

Jedną z głównych atrakcji jest muzeum poświęcone albańskiemu przywódcy Skanderbergowi, otwarte w 1972 roku.

Oprócz eksponatów, ogromne wrażenie robi taras, z którego jest cudowny widok na Kruję!


To już jest przegięcie! Pozytywnie zazdroszczę ludziom, którzy mają takie widoki na co dzień.

Wracając do zwiedzania, to o ile lubicie muzea - tak, jak ja - to na pewno przypadnie Wam do gustu. Jest wiele szczegółów, dzięki którym można lepiej poznać historię Albanii i bohatera narodowego.




Nie pogardziłabym takim stanowiskiem! :)
 I oczywiście znaczki, które wciąż zbieram!

Przez kilka dni w Albanii zdążyłam się już przekonać, że nie można być pewnym pogody. Raz świeci słońce, aby za chwilę całkiem niespodziewanie schować się i ustąpić miejsce paskudnym chmurom i ulewie. Po wyjściu z muzeum zastaliśmy smutne i ponure niebo.



To dobry moment na przerwę i poszukiwanie regionalnych dań!






Restauracja - Kruja

Wybraliśmy przytulną knajpkę położoną przy głównym deptaku i to był bardzo, ale to bardzo dobry wybór!


Powiadam Wam, że to było jedno z lepszych mięsnych dań, jakie jadłam w życiu! To kebab podany w specjalny sposób, dzięki czemu cały czas utrzymywał ciepło. Może danie nie jest zbyt fotogeniczne, ale smakiem nadrabia!
I znowu wyszło słońce! Na ostatnim etapie wycieczki przyszedł czas na zakupy!

Na głównym deptaku jest mnóstwo stoisk z pamiątkami. Tak naprawdę kupicie tu wszystko, ale największą popularnością cieszą się magnesy, regionalne stroje, nakrycia głowy i wszelkie wyroby ceramiczne. Jest w czym wybierać, ale ja pozostałam wierna magnesom :)



Naprawdę pokochałam to miejsce! Czułam się w nim tak wspaniale, że wcale nie chciało mi się wracać. Po ostatnim spacerze albańskim deptakiem załapałam się jeszcze na lody z pysznej Gelaterii...
 ... I ostatnie promienie słońca oświetlające Kruję.
Kruja - czy warto jechać na wycieczkę?

Jeśli ktoś z Was będzie stał przed wyborem, to nie wahajcie się ani chwili. Nawet nie wiem do czego porównać te widoki, to po prostu trzeba zobaczyć!


Copyright © 2014 Czokomorena , Blogger